środa, 10 października 2012

Rozdział II - "Sen"

Noc 22-23 lipca.

To było jak prawdziwe... sen w którym byłam na platformie, a na dole dookoła lawa. Po jednej stronie zwisał Kamil, a po drugiej Seba. Miałam zdecydować którego uratować.Wpierw rzuciłam się do Seby, a dopiero potem chciałam do Kamila...lecz nie zdążyłam zaczął spadać, jednak zanim spadł to się obudziłam z krzykiem.
- Anciu co jest? - Zapytał zatroskanym głosem którego najwidoczniej obudziłam.
- Niee, nic idź spać - Mówiłam jakby nic się nie stało i błagałam żeby nie wyczytał z oczu co się stało.
- Nooo skoro nic ci nie jest to ok -  I poszedł spać. Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam na godzinę 2:30. Poszłam dalej spać koło Sebastiana. Nastała ciemność, słychać czyiś szept, znajomy, ale jednak obcy.. Ciepło wypowiada każde swe słowo... Czekaj! - Woła, jednak ja nie słucham... - Proszę, poczekaj.. - Zaciekawiona staję w tej ciemności, nic nie widzę... ale słucham. - Wsłuchaj się w te słowa, wyobraź sobie to o czym one mówią.. - I tym samym... wsłuchując się dokładnie w każde słowo, przeniosłam się znowu.. w znajome sobie miejsce.. Jestem w parku, wiem bo słyszę jak szumią drzewa i jak jakieś małe zwierzątka przeskakują z gałęzi na gałąź.. Robi się coraz zimniej, nastała błoga cisza... gdzieś w oddali pojawia się światło.. oddala się ode mnie, więc zaczynam się bać... Chcę znaleźć się za wszelką cenę przy tej osobie, która ma to światło.. nie ważne kto to, ale chcę poczuć się bezpieczniej.. Zaczynam biec, szybciej i szybciej, jednak ciągle za wolno, bo światło to ucieka... I znowu dopada mnie zmęczenie, zatrzymuję się na chwilkę tracąc z oczu światło.. i znikło.. wyparowało w mgnieniu oka, a ja zostałam całkiem sama..
Nagle nogi pode mną się ugięły, upadałam na zimną, mokrą ziemię.. już myślę - "Gorzej być nie może.." - no i zaczyna padać.. Leje jak z cebra, przeszły mnie ciary, potworne ciary... Poczułam nagle jak coś ciepłego spłynęło po mojej twarzy.. tak to były łzy.. Płakałam, choć nie wiedziałam jaki jest powód.. Schowałam twarz w swoje zimne ręce, zrezygnowana, a może nawet zażenowana tym co się dzieje.. Przestałam słuchać, znowu się zamknęłam.. nie chciałam być dalej na tym zimnie, jednak głos mówił dalej:  To ważne, słuchaj... wyobrażaj sobie, a zrozumiesz samą siebie.. - Mimowolnie zrobiłam tak jak chciał.. zagłębiłam się w słowa.. Znowu znalazłam się w tym samym miejscu, z twarzą schowaną w dłoniach.. cała mokra.. na deszczu.. Ile bym dała by był ktoś teraz tu przy mnie, by zaprowadził do domu.. wskazał właściwą drogę.. W pewnym momencie poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń.. nie wiedziałam kto to, bałam się sprawdzić.. ale w końcu spojrzałam.. Moim oczom ukazał się on - Kamil - trzymał w ręce latarkę, a drugą miał na moim ramieniu. Uśmiechał się do mnie, widziałam to bardzo dokładnie...
- Hej Aneta.. co ty tu robisz? - Odezwał się, jakby naprawdę to był on, ale to nie może być on.. Prawdziwy Kamil na pewno nie wyszedłby mnie szukać, a zwłaszcza nie zwracałby się do mnie "normalnie".
- K-Kamil? - Wyrwało mi się z gardła... Nie wiedziałam czemu znowu poczułam, jak mi się zbierają łzy.. nie chciałam by widział.. że płaczę.. co by sobie pomyślał?! Jednak one mnie nie słuchały.. poleciały jedna za drugą sprawiając, że wyglądałam jeszcze fatalniej niż chwilkę przedtem.. Przemoczona do ostatniej nitki płakałam przy nim.. on jednak zachował się inaczej niż mogłoby się zdawać..
- Tak, wracajmy już późno. - Jego słowa uspokoiły mnie oraz moje łzy.. ręką wytarł moją twarz, pomógł mi wstać i przy tym był ciągle uśmiechnięty.. W jednej chwili zrobiło się jasno, nie byłam już przemoczona.. właściwie to siedziałam w parku, sama.. wszyscy ludzie zajmowali się swoimi sprawami, sprawdziłam na komórce która godzina, jakbym czegoś oczekiwała.. Dziiwne przeczucie nie dawało mi spokoju, wnet ujrzałam Kamila idącego w moim kierunku, uśmiechniętego.. co najmniej dziwne..  Ponownie sprawdziłam godzinę, ale tym razem zwróciłam uwagę na datę i mnie po prostu zamurowało..
- 24 marca... - Powiedziałam sama do siebie, cicho pod nosem.. przypomniało mi się, że przecież mój brat cztery dni wcześniej miał poważny wypadek... potrąciło go auto i teraz leżał w szpitalu. Nagle olśniło mnie, jednak nie mogłam dojść do tego o co w tym chodziło, bo on usiadł obok mnie.
- Anetko... - Zaczął mówić, w jego piwnych oczach ujrzałam malującą się troskę i ... miłość.. ciekawe..
- Dobrze wiem co teraz czujesz, ale musisz być silna.. dla brata. - W tym samym momencie jego ciepła ręka spoczęła na mojej, a druga dotknęła moją nadzwyczaj zimną twarz.. Mimowolnie się uśmiechnęłam, to ciepło które gromadziło się teraz we mnie było niezwykłe, nie do opisania. Domyślałam się, wiedziałam co zaraz nastanie, ale mimo to byłam.. jakby szczęśliwa?
- Wiesz.. Kamil.. naprawdę się bardzo cieszę, że jesteś teraz.. zawsze przy mnie. - Powiedziałam, chociaż nie do końca to chciałam... Nagle, z zaskoczenia pocałował mnie.. czyli dobrze wiedziałam co to za data.. "Nasz pierwszy pocałunek" - Przemknęło mi przez myśl.
- Wiem.. - Rzekł promiennie uśmiechnięty.. - .. Kocham Cię.... czy chciałabyś być moją dziewczyną? - Spojrzałam mu w oczy, dokładnie tak jak je zapamiętałam.. coś niezwykłego.. W odpowiedzi tylko skinęłam głową.
- Na zawsze razem.. - Słowa te jednocześnie padły nam z ust.. wiedziałam, że to jest miłość.. Nagle znalazłam się znowu w ciemności, sama jak palec, a w głowie dudniły mi słowa.. "Kocham Cię..". Obudziłam się roztrzęsiona, na szczęście nie obudziłam śpiącego obok mnie Sebusia.. Spojrzałam na zegarek - 4.30.. Eh.. jeszcze trochę pośpię, może nie będę miała żadnych koszmarów.. Starałam się zasnąć, gdy przypomniałam sobie to dudniące słowa... Wtedy zrozumiałam jak bardzo go skrzywdziłam zostawiając go. Poczułam się podle i wiedziałam że jakoś muszę to naprawić nie wiem jak ale muszę. W mgnieniu oka zasnęłam.. cóż to będzie za dzień :).

wtorek, 2 października 2012

Rozdział I - "Zabawa" cz. 1

21 lipca

Po długim spacerze, gdy nastał już wieczór postanowiłam pójść spać tym razem w domu swojego chłopaka, którego tak mocno kocham mimo różnicy wieku.. Ach.. co za miłość. W domu Kamil grał na swojej gitarze znaną nam piosenkę - "Nie zmieniajmy nic", widocznie dalej rozpamiętywał rozstanie ze mną.. no cóż. Nie było tu nikogo innego oprócz niego i nas, w ogóle jakaś taka pustka w tym mieszkaniu.. Usiadłam z nim na kanapie w dużym pokoju, jak zwykle przytulona.. on jest taki ciepły. Nagle wszedł do pokoju braciszek, z tą swoją miną i oczywiście pierwsze słowa jakie padły z jego ust nie były zbyt miłe.
- Cze. - Przywitał się całkiem normalnie z bratem, jednak jego wzrok spoczywający w moich oczach był nie do zniesienia.. brr..
- Czego chcesz plebsie?! - Lekko podirytowana tym spojrzeniem odwróciłam wzrok nieco w bok.
- A czy ja coś do ciebie mówiłem paszczurze? - Spojrzał złowrogim spojrzeniem siadając na fotelu niedaleko nas.. Ach jak ja bym go chętnie rozerwała na strzępy...
- Ej!  Nie kłóćcie się, bo zaraz dojdzie tu do rękoczynów. - Mruknął wyraźnie zaniepokojony Seba, mój kochaniutki i jak zwykle bardzo troskliwy.
- Ja nic nie zrobiłem, ona sama zaczęła. - Wymamrotał, widocznie nie podobał mu się ton jego brata, ale cóż mógł zrobić by to zmienić? Nic.. no właśnie.
- Wydrapie ci oczy gnojku! - Krzyknęła dosyć mocno rozzłoszczona, to było jak zaproszenie.. do bójki, a on najwidoczniej ją przyjął, bo nie minęło zbyt dużo czasu by powiedział:
- Tak?! Przekonajmy się! - Na szczęście jednak Seba był gotowy na taki obrót akcji, momentalnie przytulił mnie do siebie cichutko mówiąc do mojego ucha - "Ciiii.... Spokojnie.." - Działało jak marzenie.. za każdym razem.
- To coś chciałeś? - Zwrócił się do brata normalnie, jak gdyby nigdy nic.. ten jego spokój, a przecież jest cholerykiem! Och ja już czasem po prostu nie rozumiem tego..
- Właściwie.. to już nic, ten babsztyl popsuł mi humor.. - Odparł zrezygnowany, widać było jak w jego oczach maluje się zniesmaczenie, coś na kształt wściekłości, a za razem bezczelności... Ciągle nie mogę rozszyfrować tego, co widzę w jego oczach, to jest jak zagadka, której nie mogę objąć.. Może kiedyś.. dopiero po chwili dotarło do mnie co on powiedział, nie ukryję.. rozzłościło mnie to całkiem mocno.. W mojej głowie narodził się pewien plan, jednak wolałam go wcielić w życie dopiero jutro, och.. to będzie piękna zemsta za dzisiejszy wieczór..
- To spadaj! - Emocje wciąż narastały, nie mogłam znieść już jego widoku.. aż mnie mdliło! Ble! Że ja kiedyś go kochałam.. pfff!
- Anciu.. - Głos Seby działał kojąco, praktycznie od razu mnie uspokoił.. nie wiedziałam jak, czemu ani w jaki sposób on to robił.. jednak wolę nie wnikać.
Reszta wieczoru minęła całkiem spokojnie, ten idiota nie wchodził mi w drogę i mogłam się skupić na swoim chłopaku, oraz na tym co tak naprawdę mi w sercu gra. Poszliśmy spać tak około godziny 1 w nocy, ale któż by tam patrzał na zegarek? Heh..


22 lipca

Obudziłam się rano, oczywiście obok mnie leżał mój ukochany.. Patrzyłam jak słodko śpi eh.. widać że jest padnięty.. Tak fajnie widzieć jak ktoś kogo kocham ochrania mnie i czuję , że mogę się odprężyć bo wiem, że mi nic nie grozi. Obudził się po jakiś 10 minutach, a jak tylko otworzył oczy od razu się uśmiechnął na mój widok.
- Cześć słonko jak się spało? - Zapytał ze zmęczeniem w głosie.
- A dobrze, ale widzę, że byś jeszcze pospał.- Powiedziałam uśmiechając się ciepło w jego stronę, w jego oczach napotkałam troskę i jakąś siłę, która sprawiała, że robiło mi się na jej myśl jakoś tak lepiej, inaczej.
- Tak, masz rację... - Odpowiedział ziewając przeciągle, nie musiałam zbyt długo czekać by on usnął jak małe dziecko przytulone do mamy. Heheh cudowne porównanie..

***
Pora obiadu nadeszła bardzo szybko, wszystko było już uszykowane, ale nic tan naprawdę nie przepowiadało tego co miało się stać już niedługo. To jak jakieś pasmo nieszczęść, fatum, a może po prostu zbieg okoliczności? Hmm.. może ktoś to wcześniej starannie zaplanował, a my jesteśmy tylko pionkami w grze?
- Chłopaki! - Zawołałam ich równocześnie rozkładając ostatnią parę widelców, oczywiście pierwszy przylazł ten dekiel, zmierzył mnie chłodnym spojrzeniem jak gdyby chciał mi coś zrobić..
- To moje miejsce idioto.. - Mruknęłam w tym samym momencie, w którym on zajął mi moje ukochane miejsce.. O dziwo udało mi się pohamować chęć przyłożenia mu prosto w papę.
- Ale ja zawsze tu siedzę. - Napięcie między nami widocznie rosło, stawało się jakby niewidoczną barierą, której za nic w świecie nie umiem się przebić. Wnet do kuchni wszedł Seba, zahaczył gipsem o drzwi prawie się przy tym wywalając.
- Kuuuur.... - Na szczęście tylko to wystękał.. Momentalnie podeszłam do niego, po krótkich oględzinach  doszłam do wniosku, że wszystko z gipsem oraz jego ręką jest okej. Złamał on tą rękę, gdy 2 lub 3 lipca uratował kotka uwięzionego na drzewie, jednak spadł z niego i lewa ręka pękła w 2 miejscach. Biedactwo moje, takie pomocne..
- Usiądźmy.. - Kamil zaproponował siadając na swoim miejscu. Z początku było spokojnie, nasza rozmowa była normalna, a mówiąc "normalna" mam namyśli rozmowę bez wyzwisk i innych takich rzeczach jakie to w naszych rozmowach się pojawiają.. np. Plebs, Paszczur... itd. Nagle nasza rozmowa przybrała nieco inny obrót, a mianowicie K. zapytał się S.:
- To idziemy dzisiaj do tej nowej siłowni? - Widocznie nie wiedział, że dzisiaj mój chłopak ma coś innego w planach i tam nie ma miejsca na tą jego zasraną siłownię.
- Jaaasne, czemu by nie? - Odpowiedział pytaniem na pytanie uśmiechając się lekko jak to zwykle przy kontaktach z innymi, nagle napotkał mój wzrok, zapewne wyczytał z niego... to co miałam na myśli.. Ileż można ćwiczyć?! Co to jest jakieś wojsko, że trzeba być obowiązkowo 4 razy w tygodniu na siłowni???.. Ehh..
- Seeebaaa... - Mój przeciągnięty głos zawsze działał wyśmienicie i też tym razem mnie nie zawiódł, Seba widocznie zrozumiał o co mi biegało, bo na jego twarzy zaczęło się malować lekkie zdenerwowanie zmieszane z niepewnością.
- Ahh, no tak.. zapomniałem. - Powiedział w końcu patrząc na Kamila jakby szukał u niego pomocy, ciekawie to wyglądało, gdy zazwyczaj spokojny i opanowany chłopak był zdenerwowany oraz wyraźnie roztrzepany i nieogarnięty.
- Ale obiecałeś mi! - Burknął niezadowolony z faktu, że po raz kolejny jego własny brat nie ma dla niego czasu.. - Ona... - Wskazał łapą na mnie. - .. nie jest twoim życiem. Chociaż raz zrobiłbyś coś innego, niż zajmowanie się tą idiotką! Znajdź trochę czasu dla brata! - Warknął, widocznie naprawdę bardzo zależało mu na tym wyjściu, jednak ten dzień jest już zaplanowany, a pewnie tak czy siak gdyby miał wybierać to wybierze mnie. Seba chciał coś powiedzieć, ale go ubiegłam:
- I co z tego, że nie ma dla ciebie czasu?! - Uniosłam się nieco. - I nie masz prawa mówić mu na co ma poświęcać swój czas! To po pierwsze, a po drugie.. - Słowa te popłynęły same z moich ust, nie miałam nad tym już żadnej kontroli. - ... mam dosyć tego, że wtrącasz się w nieswoje sprawy. - Powiedziawszy to wstałam od stołu, ale zanim wyszłam z kuchni odwróciłam się w jego stronę,
- A i jeszcze jedno - jesteś dupkiem. - Dodałam ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, odwróciłam się na pięcie, ale zanim zdążyłam się na tyle oddalić by nie słyszeć tego co mówią, usłyszałam:
- Onaaa jest chora umysłowo, Seba zerwij z nią. - Był to oczywiście głos Kamila, bo któż by inny namawiał go do zerwania ze mną? Był taki pewien tego co mówił, a bynajmniej to można było wywnioskować z tonu jego głosu.
- Chyba cię poryło.. - Rzekł jak zwykle spokojny Sebastian, jakby te słowa w ogóle go nie drażniły.. "Oj jeszcze tego pożałujesz..." - Pomyślałam uśmiechając się do siebie w duchu, oj ja już dam mu popalić.. nie ma co, będzie zabawa jakich mało :).

                                                                          ***
Byłam w pokoju słyszałam jak Seba z Kamilem się kłócą , niepokoiło mnie to, ale wiedziałam że żadnemu z nich się nic nie stanie, ponieważ bardzo rzadko dochodziło u nich do jakichś bitew, a nawet jeśli to i tak starszy wygra. Kłótnia ta trwała no może 10 minut, pierwszy z pokoju wyszedł zbulwersowany Kamil, a za nim jego brat widocznie rozzłoszczony.
- O co poszło? - Powiedziałam podchodząc do niego. Moja ręka spoczęła na jego ramieniu, a wzrok na jego twarzy.. Jako iż on jest cholerykiem to łatwo się złości i czasem ciężko go opanować...
- Znowu to samo.. eh. - Mruknął spoglądając na mnie. - Czy on nie może sobie darować? - Dodał ironicznie.
- Ja tam nie wiem, ale mam pewien ciekawy pomysł. - Na mojej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek, oj to będzie ciekawe o ile on mi pomoże, a po tej kłótni to jest raczej pewne.
- No to słucham. - Uśmiechnął się ciepło jakby wiedział co ja mam na myśli.
- Chcę się odegrać na Kamilu za to wszystko, Paweł go przywiąże do krzesła, a nam pozostaje reszta. - Opowiedziałam mu w skrócie uważając by nie mówić zbyt głośno... Na to Seba jedynie skinął głową, a ja pobiegłam od razu do swojego brata, opowiedziałam mu wszystko, a on oczywiście się zgodził.. bo cóż.. jak można odmówić słodkiej siostrzyczce?
Około godziny 19:10 rozległ się odgłos pukania do drzwi.
- Otworzę! - Zawołał Kamil, taak on zawsze otwiera i teraz będzie go czekało bardzo ciekawe powitanie. Otworzył drzwi, za którymi stał Paweł z lekkim uśmiechem.
- Hej Paweł, coś chciałeś? - Zawsze tylko "co chcesz? Coś chciałeś?" jezuu.. Z impetem wlazł w swojego kolegę, w mgnieniu oka związał go i uniósł.
- Gdzie go dać? - Zwrócił się do nas stojących u progu pokoju Seby.
- Do kuchni, przywiąż do krzesła, ale tak by nie zwiał. - Powiedziałam podchodząc bliżej.
- CO JEST KURWA?! - W końcu wydarł się Kamil, chyba udzielił mu się zapłon Pawła... n o  cóż.
- Pobawimy się. - Odpowiedziałam mu z jakże ironicznym uśmiechem. Mój wysoki brat zaniósł go do kuchni, gdzie czekało już krzesło i przywiązał go ze starannością harcerza jakim był kilka lat. Później doszedł do nas Seba trzymając w rękach zestaw do strzyżenia zwanego przeze mnie "strzyżeniem ekstremalnym". Jego pies - Killer - oczywiście musiał ciągle latać pod nogami i drzeć mordę niezadowolony z tego wszystkiego.. naprawdę nie lubię tego psa. Wymieniliśmy pożegnalne spojrzenia z Pawłem, a potem przystąpiliśmy do naszego dzieła.. Gdy ja nożyczkami obcinałam jego dosyć długie włoski to Seba podłączał maszynerię i już po chwili był już przy mnie i rozpoczął strzyżenie. Po około 5-6 minutach był już caaały łysy, ale dalej coś mi nie pasowało.. no oczywiście darł się ciągle, wyzywał i się szamotał...
- MORDA! - Ryknęłam na niego mając dosyć już tych wyzwisk. Nasz plan zakładał na tym koniec, ale ja wyciągnęłam specjalny wosk do depilacji i pokazałam Sebie z uśmiechem.
- KUURWAAAAAAAA! - Ten krzyk towarzyszył zgodzie.. Ostrożnie przyłożyliśmy do jego głowy jeden pasek, a potem uważając by nic mu nie zrobić wyrwaliśmy mu pierwszą partię włosów.. i tak przez kolejne 10 minut.
- Zamknij mordę, bo coś zrobię twojemu psu! - Zagroziłam, ale on nie słuchał... więc jak powiedziałam tak zrobiłam. Na jego oczach wycięłam na głowie psa wielkie "W" jak na wiocha.pl . Praktycznie od razu zatkał pysk, wiedział już że nie żartuję.. więc wolał nie ryzykować. Zamknął się, Seba poszedł do salonu bo już było właściwie po wszystkim, ale mnie naszło.. nie wiem właściwie co.. Ale wzięłam nóż, przyłożyłam do jego lewej ręki i przecięłam powoli od prawie łokcia do nadgarstka.. Poleciała krew, dużo krwi, ale z moją precyzją nabytą nie przecięłam żaadnych ważniejszych żył. Krew nalałam do wielkiego dzbanka, zrobiłam z tego kompot.. oj ciekawe kto to wypije. Poszłam do łazienki po wodę utlenioną, ale takowej nie było.. więc wzięłam spirytus kamforowy i wróciłam do niego.
- Zaboli... tylko troszeczkę. - Rzuciłam, taaa... gorzej być nie może prawda? ano może może. On jedynie przegryzał wargi, wykręcał się i cicho sapał... ale nic po za tym. Polałam ranę spirytusem, dokładnie ją wyczyściłam, a potem zaszyłam, bo się trochę zaczęła rozłazić... niestety nie miałam szwów, więc użyłam kilku nitek związanych w jedną grubszą. Minęło dobre 15 minut nieustannej męczarni z szyciem, ale udało się.. udałam się do salonu, usiadłam obok mojego misia i całkowicie olałam uwiązanego Kamila.. Cóż, będzie musiał tam siedzieć caaałą noooc. Do północy oglądaliśmy razem filmy jedząc popcorn, śmiejąc się i nie zastanawiając stanem uwiązanego... Gdy szliśmy spać Seba się ulitował i dał mu coś do picia.. noo dobra nie bądźmy z kamienia nie? I oto koniec tego dnia..

niedziela, 12 sierpnia 2012

Wstęp

Blog ten opowiadać będzie o losach 4 osób - Seby (Sebuś | lat 12, wygląda na 16 ), Oli (Anci | lat 16), Kamila (lat 11, wygląda na 15) oraz Pawła (Demą | lat 16). Seba jest bratem Kamila, który z początku chodził z Ancią przez ponad 3 miesiące, jednak pewne zdarzenie odmieniło   całe ich dotychczasowe życie. Aneta* ze względu na swoją przeszłość po poznaniu Seby znienawidziła jego brata, co doprowadziło do ich rozstania i powiązania ze sobą tych dwoje - Oli i "Sebusia". Paweł - brat Oli, są bliźniakami, jednak wiele rzeczy ich między sobą różni... między innymi data urodzin(Paweł - 22 maja | Aneta - 18 marca). 
Od początku Ola miała ciężko, rodzice nie byli w stosunku do niej tak samo kochający jak do Pawła. Podporę znajdowała początkowo tylko w swojej babci, a potem także w Pawle, który najwidoczniej brał jej stronę. W wieku 4 lat ich ojciec wściekł się tak na nią, że złamał jej rękę i od tamtego czasu ona boi się zbliżyć do niego, choć jej brat namawia ją do tego. W wieku 13 lat coś w niej "pękło" sprawiając, że przestała postrzegać świat tak pięknie.. wieczna optymistka, teraz smuciła się i godzinami chodziła po lesie, a każde małe zwierze jakie spotkała.. rozcinała i zaszywała.Wyżywała się tak na tym, przez 3 lata aż w końcu umiała tak rozciąć, by żadna większa żyła nie została uszkodzona.. Niedługo po swoich 16 urodzinach poznała kolegę Pawła - Kamila. Zakochała się w nim chociaż miał on tylko 11 lat, ale wyglądał na co najmniej 15. Z początku on nie odwzajemniał tego, ale jeden moment zmienił wszystko.. Paweł wylądował w szpitalu po wypadku samochodowym, Ancia była załamana i to naprawdę mocno.. na szczęście Kamil ją pocieszał, a w drodze do szpitalu, gdy szli przez park on zapytał się jej - "Będziesz moją dziewczyną?" i ten ich pamiętny pierwszy pocałunek na ławce. Byli tak jak już wyżej mówiono ponad  3 miesiące.... dalszą część tej historii usłyszycie później i zapewniam was - zrozumiecie wszystko.

Nasza opowieść zacznie się około miesiąca po tym, jak Aneta zaczęła chodzić z Sebą, a Kamil przestał odczuwać ból związany ze stratą swojej miłości. To jest dzień 21 lipca, tak to już się zdarzyło, a postaram się ją wam opowiedzieć jednak nie każdy może od razu zrozumieć "dlaczego", "po co" i "jaki to ma sens".

* Aneta, zwana również Oli, bądź Ane

Pozwólcie, że pokażę wam jak każdy z nas wygląda.


Paweł
Kamil
Seba

Ancia