23 lipca ~ Oczami Kamila
To była jedna z najgorszych i najdłuższych nocy w moim życiu.. nie zmrużyłem oczu, ponieważ ogarniała mnie taka wściekłość z dwóch prostych i chyba banalnych powodów. Po pierwsze nie rozumiem, jak Seba, mój rodzony brat zgodził się na to by mnie ogolono i dodatkowo przy tym pomagał! Naprawdę tego nie pojmuję, ja na jego miejscu nigdy bym nie pozwolił na takie coś.. to przez tego paszczura się tak zmienił... A po drugie.. widziałem w błękitnych oczach mojego prześladowcy (Anety) przyjemność, jaką czerpała z tego co mi robiła... Nie wiem jak mogłem darzyć tą psycholkę tak mocną, prawdziwą miłością... jaki ja byłem ślepy, że tego nie zobaczyłem! Do tego wszystkiego jeszcze oszpeciła mi psa i to chyba jedyna osoba, która chciała mi pomóc - Killer (Rattlerek). Ja nie mogę, dlaczego właśnie ja?! Jednak nie sądziłem, że najgorsze miało dopiero nadejść..
Było wyraźnie słychać, że się pobudzili.. jednak żadne z nich do godziny 10.30 do mnie ani razu łaskawie nie zajrzało.. Te wszystkie liny, jakimi mnie Paweł przywiązał strasznie się wpiły w moje nadgarstki oraz kostki.. niezłe ma te swoje wiązania przyznać muszę.. Prawie całą noc próbowałem się wydostać, a te wiązania.. nawet się nie poluźniły... ciekawe, bardzo ciekawe. Tak jak mówiłem, do godziny 10.30 nikt do mnie nie zawitał, no a jak już zawitał... to pierwszą osobą była ona.. ta psycholka.
- Heej, ty w ogóle spałeś? - Zapytała praktycznie od razu jak weszła, po chwili dopiero ujrzałem w jej rękach spirytus oraz gazę... No ale sam fakt, że się zapytała czy spałem.. był trochę dziwny, co ją to interesuje? Może niech lepiej od razu mnie zabije, a nie torturuje... a nie przepraszam to jest psycholka i ona MUSI torturować inaczej zdechnie...
- A co Cię to obchodzi paszczurze? - Starałem się zachować jak największą powagę, spokój.. ale za miast tego wyszło mi coś całkiem innego.. może pomieszanego lekko z ironią? Hmm..
- Znowu mam oszpecić twojego psa, czy zmienisz ton? - Odpowiedziała, jak zwykle szantażowała mnie.. ech.. Killer na dźwięk jej słów zbudził się ze snu, a spał mi na kolanach.. widziałem, że na nią spogląda, a chwilę potem uciekł, jakby wyczuł, że coś się kroi.
- Dobra dobra.. - Teraz za wszelką cenę chciałem, by mojemu psu nic więcej się nie stało.. a niech się na mnie wyżywa, a nie na Killerze.. Podeszła do mnie, aż przeszły mnie niemiłe ciary, na szczęście ona ich nie zauważyła, bo nie skomentowała tego.. Na jej twarzy pojawił się dziwny uśmiech, polała gazę spirytusem i następnie przyłożyła do mojej rany lekko naciskając.. Z bólu zacisnąłem zęby, bardzo mocno starałem się by nie wyklinać na nią, ale w duchu.. leciały słowa jakich tutaj nie wypiszę. Powoli, płynnymi ruchami czyściła ranę, która teraz piekła, swędziała i bóg wie co jeszcze.
- Boli? - Zapytała spoglądając mi na chwilkę w oczy, ona umiała z nich czytać, więc na chwilkę musiałem zająć myśli czymś innym..
- Nieee... wcaaale. - Wydukałem, bolało.. a że zaciskałem zęby to wypowiadane słowa brzmiały nieco dziwnie.. Oh.. Do końca tego zabiegu nie odezwała się do mnie już ani jednym słowem, dzięki bogu.. nie miałem już zamiaru dalej z nią prowadzić tej wcale nie klejącej się rozmowy.. Gdy wyszła odetchnąłem z ulgą, spojrzałem na ranę.. okropna... teraz była czysta, ale dookoła niej widać było lekko zaczerwienioną skórę i to chyba niezbyt dobrze znaczy.. Co jeżeli wda się jakaś infekcja czy coś w tym rodzaju? Jeżeli leczenie potrwa dłużej, albo to zagrozi mojemu życiu? Ach jak ja bym chciał żeby tu teraz była moja mama.. na pewno by nie dała im zrobić takiego gówna, ale ona... leży w szpitalu.. i jak na razie zbyt szybko nie wyjdzie, a my jesteśmy pod opieką pani Resler, ale ona zbytnio się nami nie zajmuje..
Po jakimś czasie usłyszałem pukanie do drzwi, zapewne to Paweł przyszedł do Anety by z nią porozmawiać.. Mój dobry kumpel.. kiedyś, a teraz chyba jedna z gorszych osób jakie mogłem poznać.. czy on nie umie odmówić tej idiotce? Pewnie się kiedyś dowiem, o ile będę jeszcze żywy.. no własnie, jeżeli będę żywy. Tak jak mi się zdawało, to był Paweł.. poszli do salonu, gdzie rozmawiali, śmiali się i wyraźnie byli szczęśliwi.. Mnie jakby nie było, ja chyba jestem dla nich duchem.. nawet nie przyszedł się ze mną przywitać, żadnej skruchy.. nic.. Po pół godzinie Aneta wraz z Sebą poszła do jego pokoju, a Paweł łaskawie do mnie przyszedł..
- Heeej Kamil. - Widać było, że powstrzymuje śmiech na widok mojej łysej głowy i tego, że dalej jestem uwiązany jak jakiś pies. No z wielką chęcią sam bym go przywiązał, ale po pierwsze on jest starszy, a po drugie znacznie silniejszy.. no bo w końcu starszy o 5 lat.
- Taa... hej hej.. - Mruknąłem niezadowolony z tego faktu, że on się ze mnie po prostu śmieje! Może jeszcze zacznie nabijać? Lub jeszcze co innego wymyśli.. tyle różnych rzeczy krążyło mi po głowie, tyle zagadek, tajemnic, niewyjaśnionych spraw... Wszystko było przeciwko mnie, co ja zrobiłem, że taki los mnie spotkał.. ja się pytam.. co?
- Będziesz spokojny? - Zapytał, choć ja z początku nie zrozumiałem o co mu biega.. jak mam być spokojny po tym co ona mi zrobiła?! Jednak po chwili zrozumiałem, gdy on podszedł do mnie i zaczął oglądać swoje własne wiązania.
- Tak, będę. - Potwierdziłem, chciałem się jak najszybciej uciec do mojego pokoju, zamknąć się i jakoś odciąć od tej psycholki. Na moje szczęście Paweł uwierzył mi, bardzo szybko rozwiązał, a ja.. przez całą noc.. nawet tego nie poluzowałem.. Na moich rękach był odbity ślad liny, taki czerwony.. swędzący.
- Dzięki. - Podziękowałem, jak mi moja kultura osobista podpowiadała... On jedynie skinął mi głową, potem jak gdyby nigdy nic wyszedł sobie z mieszkania i wrócił do domu.. Ja czym prędzej poszedłem do mojego pokoju gdzie na łóżku leżał Killer.. Ucieszył się na mój widok, machał wesoło ogonem i patrzył się na mnie.
- Tak tak, też się cieszę. - Powiedziałem biorąc laptopa, chwilkę potem usiadłem wygodnie na łóżku i włączyłem go.. Tak musiałem się komuś wyżalić jakie to ja mam ciężkie życie... Poszedłbym do znajomych, ale prędzej ona by mnie zabiła niż dałaby mi iść.. więc pozostali mi jedynie znajomi z tfm. Po jakichś 10 minutach zauważyłem, że ona też się zalogowała... niedługo potem dostałem od niej wiadomość na szepcie, która brzmiała dokładnie tak: "Za 10 min przyjdę do ciebie, trzeba wyczyścić tą ranę.. " Aż mnie niezłe ciary przeszły... brrr.. To jest jak czekać na własną śmierć, naprawdę nie chciałem by ona przychodziła... a gdy po tych 10 minutach nadal jej nie było to ja byłem szczęśliwy.. a bynajmniej byłem przez jakieś 5 minut. Ona weszła do pokoju, normalnie bez żadnych zbędnych słów podeszła do mnie, a ja jakby automatycznie podałem jej rękę.. Jak już musi to niech czyści, ale zaraz po tym niech spada, bo ja nie chcę jej widzieć.. Widać, że była zamyślona, jej ruchy były co prawda płynne, ale ona sama... jakby nieobecna... ciekawe, bardzo ciekawe. Gdy skończyła, spojrzała na mnie tymi swoimi niebieskimi oczyma, widać było praktycznie od razu, że coś planuje, ale nie do końca wiedziałem co... Oczywiście nie spodziewałem się niczego względnie dobrego. Ni stąd ni zowąd pociągnęła mnie za rękę, nie spodziewałem się tego wcale, więc mimowolnie poleciałem tak jak pociągnęła.. ale to nie wszystko... Ona dodatkowo mnie pocałowała, a ja nadal nie ogarniałem o co cho... Jednak zauważyłam, że lekko się zarumieniła i chwilkę potem uciekła jak poparzona, albo nawet gorzej... Złapał mnie tak zwany "loading", a gdy doszło do mnie co się stało.. praktycznie od razu wydarłem do łazienki by dokładnie umyć i zdezynfekować usta.. blee.... a gdyby tego było mało...ciągle czułem jej błyszczyk na swoich ustach.. co za ohyda! Ble!
Ciągle nie mogłem się pozbierać, to było gorsze od tego golenia na łyso... no 100 razy gorsze, mówię wam. Nie minęło pół godziny, ona już znowu do mnie przyszła ze spirytusem i gazą... no dosłownie jakaś maniaczka... a może znów coś planuje?? Tego nie wiem. Podeszła do mnie jak zawsze, jednak ciągle miałem wizję tego co się stało całkiem niedawno.. Usiadła obok, na jej rozpromienionej twarzy gościł uśmiech.. który muszę przyznać, trochę mnie przerażał..
- Dobra, tylko szybko. - Mruknąłem podając jej rękę, już właściwie mi było wszystko jedno.. Przebiegało jak zwykle, dokładnie czyściła ranę swoimi płynnymi ruchami i muszę przyznać, obawiałem się trochę tego co może się stać.. Skoro ostatnio mnie pocałowała? Yhh... sam już nie wiem.. Po zakończeniu tej dosyć nudnej i jak dla mnie niepotrzebnej rutyny w mgnieniu oka znalazła się na mnie tzn. usiadła mi na kolanach i się przytuliła.. Totalnie mnie zamurowało, tego się nie spodziewałem.. naprawdę!.. Przez to wszystko aż bałem się poruszyć.. Tą scenę można było porównać do przytulania aligatora, a może nawet żądnego twojej krwi niedźwiedzia.... Gdyby tego wszystkiego było mało, Seba wszedł do pokoju, a ona.. no praktycznie w tym samym momencie zaczęła się wyrywać i okładać mnie rękoma po twarzy (-.-).
- Ej! Co się tu wyprawia?! - Warknął Seba, a Aneta.. jakby wielce poszkodowana podleciała do niego i od razu przytuliła... Widziałem w jej oczach kilka łez, wyglądały naprawdę realistyczne, ale ja wiedziałem, że one nie są prawdziwe.. ale któż by mi uwierzył? On? Na pewno nie.. bo ta suka by mu coś nagadała i tak by mi się oberwało.. za to, że niby kłamię.. ale z niej aktorka... pff!! Wnet spostrzegłem minę brata, no i od razu zrozumiałem, że on uważa.. że ja ją wbrew jej woli trzymałem.. A NIE MÓWIŁEM! Pogroził mi pięścią, a chociaż miał złamaną rękę.. to i tak się go trochę bałem.. Powoli wyszli z pokoju, ona odwróciła się jeszcze i wystawiła mi język z miną mówiącą: "Widzisz, ja dostaje wszystko to co chcę.."
Wwww...Czemu ona się tak zachowuję? Jeszcze wczoraj chciała mnie zabić, a teraz? ...przytula się i całuje... Boję się, że to nie będzie ostatni raz...co ona mi może zrobić za kolejnym razem, a co Seba może mi zrobić? Tego chyba obawiam się bardziej. Z nerwów zacząłem głaskać psa, on chyba wyczuł to, bo zszedł na podłogę i zaczął skakać koło mnie...Ah...zawsze mnie to rozwesela. Po jakimś czasie, może to była godzina.. no nic....ale wróciła. Tym razem podałem jej trochę drżącą rękę, ale najwyraźniej to zignorowała, właściwie.. to chyba nawet nie była nowość. Wyczyściła ranę bardzo dokładnie, zaczęła sprawdzać czy wszystkie szwy się dobrze trzymały.. Nagle je wszystkie zerwała, to bolało jak cholera.. ale siedziałem cicho jedynie zaciskając zęby, bo cóż innego mogłem zrobić? Przez kolejne 5 minut zakładała nowe.. polewała spirytusem, widocznie nie chciała by wdało mi się zakażenie, ale ja tam nie wiem, nie wnikam.... gdy skończyła zaszywać ponownie wyczyściła ranę.. Po raz wtóry spojrzała na mnie tymi swoimi oczami i... zaczęło się... Przytuliła się do mnie, potem jakoś tak dziwnie przekręciła się i wyszło.. że to ja na niej leżałem i ją tuliłem do siebie.. <O_O> Patrzyła w moje oczy przez jakiś czas, widziałem w nich coś dziwnego, niemożliwego dla mnie do opisania.... gdy nagle jak gdyby nigdy nic walnęła w ścianę, chciała mnie pocałować i właśnie wtedy Seba wparował do pokoju i ona oczywiście zaczęła się wyrywać oraz wyzywać na mnie.. jednak nie wypiszę tu tych wyzwisk, on walnął mnie z gipsu, no bardzo mocno walnął... Podbił oko, które zrobiło się caaałe fioletowe.. Ona niby pokrzywdzona, a ja to co niby?! Czemu zawsze ja cierpię za nic?! Eh...jak widać taka moja rola w tej zabawie ja cierpię, a ona ma z tego radochę.
- Jeszcze raz, a będzie bardziej bolało. - Mruknął nieźle wkurwiony Seba, przytulił ją do siebie.. ona była taka roztrzęsiona, niby tak bardzo pokrzywdzona... Wyszli z pokoju, przytuleni do siebie.. widziałem, że ona drży.. tym razem podobnie jak wcześniej obróciła się i spojrzała na mnie. Widziałem w jej oczach coś na kształt.. miłości? zadowolenia?.. Puściła mi jedynie oczko zanim zniknęli za drzwiami, sam nie wiedziałem jak to odebrać.. spojrzałem na ranę, wyglądała lepiej niż jakiś czas temu. Nie była już czerwona, 'szwy' trzymały całkiem mocno, a rana sama w sobie tylko trochę bolała.. być może ja już się przyzwyczaiłem do tego bólu? Ciekawe.. Killer wyszedł spod łóżka, widocznie musiał tam uciec dokładnie w momencie kiedy ona weszła.. biedny piesek, że musi przechodzić przez to bagno razem ze mną.. no ale chociaż ja nie jestem sam i jest tu ktoś, kto rozumie moje cierpienie.. Spojrzałem na zegarek w komórce, do następnego czyszczenia zostało 30 minut.... eh.. dobra może tym razem będzie normalnie? Ale czy z nią można normalnie? Chyba nie.. przekonamy się.. Cały ten czas wykorzystałem na to, by się odprężyć.. próbowałem się domyślić co ona może tym razem zrobić, jednak scenariuszy było wiele.. baaardzo wiele.. Gadałem ze znajomymi z tfm może podsuną mi pomysł co zrobić by to się skończyło, albo chociaż znacznie opóźniło... Padło kilka ciekawych sugestii, ale ja wybrałem tylko jedną - barykada - dokładnie zasunąłem drzwi mniejszą szafą, co uniemożliwiało otworzenia drzwi zbyt szybko.. bo przecież zanim odsunie.. to trochę czasu minie. Tak jak się spodziewałem.. przylazła dokładnie po półgodzinie i na szczęście nie mogła ich otworzyć.
- Kamil, otwórz te drzwi! - Usłyszałem jej głos, widocznie była nieco... wkurwiona? Ahaha dobre określenie..
- Nie! - Igrałem z ogniem, a właściwie z dziewczyną, która może mnie utrupić tak jak kilku innych.. Jednak cii.... Jak miło było być o jeden krok dalej od wroga jakież to miłe uczucie. Wyklinała na mnie, ale się nie przejąłem choć ciekawe poleciało słownictwo. Najczęściej padały wyrazy - plebs i pedał.
- Kamil!! Jeśli zaraz nie otworzysz twojemu psu stanie się krzywda!! - Była baardzo wkurwiona...
- Nie uda Ci się, bo jest u mnie!!! HAHAHA!!! - Słodki smak wygranej, wspaniale się czułem. Ucichła na chwilę jakby się zastanawiała, a potem gdzieś pognała i już myślałem że będę miał spokój, jednak nie... Po 5 minutach wróciła z Pawłem, który z łatwością odsunął szafę jakby to nie była szafa tylko coś co waży 5kg!! Gdy weszła do środka on jakoś zasunął szafę i zamknął drzwi... cieeekaaaweee [XD]. No cóż, więc trzeba było się chociaż trochę odprężyć... podeszła do mnie, nadal była zła, co było widać w jej ruchach.. były one wręcz agresywne, zdaje mi się, że ona specjalnie tą gazę wpychała między szwy.. by zaraz ją wyrwać stamtąd.... Muszę się jakoś bronić... przemknęło mi przez myśl, może to i przysporzy mi więcej kłopotów... ale postanowiłem, że tym razem nie dam jej się do mnie przymilać... ooo niee. Podobnie jak za 2 razem usiadła na mnie, ale tym razem odepchnąłem ją od siebie...Ona upadła na ziemie ja stanąłem pod ścianą i patrzyłem co zrobi. Ze swoich kudłów wyciągnęła mały nożyk i myślałem że się rzuci na mnie z nim, ale zrobiła coś czego sobie bym nigdy nie pomyślał... Pocięła sobie trochę rękę na barku, zaczęła lecieć krew i wtedy podeszła i po prostu jak gdyby nigdy nic włożyła mi go do rąk. Zacząłem myśleć po co to zrobiła, myślałem i myślałem, aż wymyśliłem... Seba...Wiedziałem, że jak on to zobaczy to wpadnie w szał i to wielki, który może mnie kosztować nawet zdrowymi nogami...Boże dlaczego moje życie jest takie trudne?
Seba chyba zorientował się, że Anety nie ma i kopnięciem wyważył drzwi <O_O>. Zobaczył ranę na jej ręce i mały nożyk w mych rękach, pech to pech... Podbiegł do mnie, rypnął z gipsu aż poleciałem na ścianę i poszedł z Ancią do apteczki. No i kolejne oko podbite! Kurna mam już kolekcję, nie? Ciekawe co następnie? Może noga, może ręka.. a może żeberka?! Umrę, umrę! W wielkich męczarniach przez tą dwójkę... Eh tylko Paweł jest spoko, nie dziwie się czemu jej pomaga.. To przecież jego siostra i nie mam mu tego za złe. Poszedłem do łazienki by zobaczyć to cudnie fioletowe oko. Nie było aż tak źle, no ale i tak bolało jak cholera.. a ten kolor.. szkoda słów, mówię wam! Omg....
Wróciłem do pokoju, usiadłem załamany, bo miałem już tego dość. Co ja mogę zrobić..? Ja nawet nie wiem za co dostałem......Jakie jest znaczenie tych tortur? Skoro mnie nienawidzi to po co okazuję mi...Uczucie? To nie miało sensu.. nie dość, że nikomu nie mogę się wyżalić to jeszcze muszę to znosić.... katorga... Niech se robi co chce, ja mam już to w dupie, albo ucieknę z domu do kuzynów... albo się powieszę.. co za różnica! Nie wiem... Zobaczyłem, że Killer ma pustą miskę i poszedłem mu napełnić... bo przecież nie dam mu głodować, nie jestem potworem.. Mam gdzieś, że oni tam będą mogą se ze mnie naśmiewać MAM TO GDZIEŚ.
Nie myliłem się byli tam.. Aneta zapłakana, Seba pociesza... czyli normaaa...względna, ale norma. Wziąłem psią karmę, nasypałem i wyszedłem bez żadnych zbędnych kłopotów, chociaż że ciągle miałem dziwne wrażenie, że ktoś wbija mi wzrok w plecy.. Włożyłem słuchawki na uszy, laptopa na kolana i wszedłem na Transformice, bo to chyba jedyna dobra rzecz jaka mi została czyż nie? Spotkałem po 10 min. mojego brata na swym koncie... Dooobra totalny ignor na niego. Aneta przyszła do mnie, co było chyba wręcz do przewidzenia.. sami chyba wiedzieliście, że to się stanie czyż nie? Przytuliła się do mnie tak jak kiedyś, kiedy byliśmy jeszcze razem.. to wywołało falę nieprzyjemnych, ale także i dobrych wspomnień. Może i trochę denerwowało mnie to, ale przecież nie mogę być taki jak ona.. Prawda?
- Kaaamuś... - Wymruczała mi do ucha, czułem jej ciepły oddech.. lekko drżące ciało, wiecznie zimne ręce otulające moją szyję, pewnie coś chciała, wiedziałem o tym.... coś się stanie.. Zignorowałem ją, ale nie dała za wygraną... ręką leciutko przekręciła moją głowę tak bym na nią popatrzył, te jej niebieskie oczy przeszywały moje ciało, ale nie były one wrogo nastawione.. wręcz przeciwnie.
- Pójdziesz ze mną do parku na mały spacerek? - Jak zwykle słodki, uroczy głos... aż ciary przechodzą <O_O>. Nie, nie odpowiem jej! HA! Będę zły, ale jak mi coś zrobi? Yh.. to ja już nie wiem..
- Niee, wiesz jestem zajęty. - Odpowiedziałem, nie ma to jak kultura osobista.. nie będę jak ona, zły, uparty i za razem wredny. Bo ja chociaż umiem grzecznie odmówić, a widząc po jej wyrazie miny wiedziałem, nie da za wygraną i zacznie coś wymyślać..ciekawe co, ale widziałem , że to nie będzie nic dobrego. Nim się zorientowałem poszła na chwilę do innego pokoju usłyszałem pisk mego psa, a potem ona wróciła z nim trzymając go za skórę na karku, niestety w drugiej ręce trzymała golarkę.
- Wiesz zamiast Rattlerka będziesz miał....- Zawiesiła głos, by nadać temu momentowi jak najbardziej drastyczny i straszny akcent, udało jej się... naprawdę obawiałem się co powie..- ... Psa sfinksa, zgadzasz się?. - Widać było, że ta kolejna małą intryga sprawiała jej przyjemność.. czy ona lubi znęcać się nad małymi zwierzaczkami? Czemu, ja się pytam CZEMU ona zawsze mnie szantażuje?!
- Dobrze, dobrze, ale zostaw Killera w spokoju. Proszę... - Wycedziłem przez zęby, nawet zmusiłem się na małą, nikłą i cichą prośbę.. Dobra, ale jak coś się stanie na tym spacerze to strzelę sobie kulkę w łeb! Pif Paf! Ha ha ha!
- No to się zbieraj w ciągu pięciu minut masz być gotowy. - Kolejny wyraźny nakaz, nawet wygrana nie zmieniła ani trochę jej nastawienia do świata... heh.. W końcu poszła się ubrać. Czyli.. mam ostatnie 5 minut spokoju, normalnego życia.. czy jak wy to chcecie nazwać.. ja już żywnie nie mam pomysłu.. Ciekawe co ona szykuje, nie wiem i chyba wolałbym się nie dowiadywać...
Te pięć minut minęły jak z płatka, poszliśmy do tego pamiętnego parku, gdzie właśnie wtedy... to był 28 marca... dokładnie dziesięć dni po jej urodzinach, staliśmy się parą, dokładnie tu na ławce, gdy szliśmy do szpitala, gdzie leżał potrącony brat Anety - Paweł. Mam nadzieję, że nie pójdziemy w tamto miejsce - miejsce pierwszego pocałunku... nie chciałbym tam być, za dużo się z tym wiąże wspomnień, pięknych, miłych.. romantycznych... Już niedługo po tym jak wyszliśmy z bloku, ona... chwyciła mnie za rękę, tak jak kiedyś, a to wywołało niepożądaną falę ciepła...Aż chciało mi się wymiotować Ble Fu, no ale jakby nie patrzyć na to co było, to jest okej. Szliśmy dość długo w ciszy, ciemność do końca spowiła całą okolicę, jedynie nieliczne latarnie oświetlały drogę w parku, a raczej taką małą dróżkę, która drogi nie przypomina. W oddali było słychać sowy, całe niebo było przykryte pięknym baldachimem gwiazd i lśniącym na srebrno księżycem, który mówił, że coś zaraz się wydarzy, niby nic ważnego, ale na tyle poważnego by o tym mówić.
- Kamil, wiesz.. ja.. - "To było udawane jąkanie się?" Jej głos lekko drżał, a te słowa były wypowiadane, nie jak jakaś ironia, złośliwość... za dużo było w tym "dobra", bardziej pozytywnych emocji... "O co tu chodzi? Co ona kombinuje znowu.. może chce mnie zabić? Tak jak innych? Co nie.. nie... ale jest ciemno, a warunki do morderstwa są wręcz idealne... a może chce mnie po prostu pobić? Chyba mnie nie zabije nie?" - Przeleciało mi przez myśli.
- Hę? - To coś zostało wydane przeze mnie, raczej odruchowo niż jakkolwiek inaczej. Ona lekko pociągnęła mnie za rękę, ale delikatnie.. jakby byłą małą dziewczynką z burzą długich, czarnych loków. Spojrzałem na nią, choć w duchu przeklinałem się za ten może niewłaściwy ruch, bo wiecie z nią trzeba ostrożnie, to grizli w skórze szesnastolatki!
- Chciałabym.. - Wydawało się, że to co chce powiedzieć sprawia jej wielki trud, ale lekko zaszklone niebieskie oczka mówiły, że raczej boli ją to jak ja mogę to odebrać... Po co ja uczyłem się czytać z oczu, może to nie ciężka sztuka, ale czasem może nieźle zmieszać, a zwłaszcza, gdy ktoś taki jak ona zachowuje się inaczej niż przez ostatni czas. Doszliśmy do tej ławki, nie chciałem tu być, a słowa, które chwilkę później wypowiedziała, jakby do mnie nie doszły, znikły w szumie drzew, huczenia sów oraz szczekania psów gdzieś w oddali.
***
To co się działo dalej jest dla mnie niewyjaśnioną zagadką, nic nie pamiętam. Obudziło mnie mocne uderzenie w głowę, leniwie otworzyłem oczy, a tej czynności towarzyszyły krzyki, znajome... tak to krzyki Anety..
- Kamil, głupku! Gdzie moje mp3?! - Ryknęła po raz kolejny, a po dokładnych oględzinach jej wyglądu wywnioskowałem, że to jest żywa, chodząca szopa <o.o>.
- Jaką twoją?! - Wpół śpiąco przewróciłem się na drugi bok, ona poszła w głąb pokoju, a gdy wróciła po raz kolejny zdzieliła mnie w mordę swoimi długimi pazurami koloru czarnego. Aww... będzie rana.. ._. Bez zbędnego czyszczenia tych trzech ran na policzku przykryłem się kołdrą, a potem odpłynąłem w błogi, nieświadomy tego co zaszło sen.....
- Jaką twoją?! - Wpół śpiąco przewróciłem się na drugi bok, ona poszła w głąb pokoju, a gdy wróciła po raz kolejny zdzieliła mnie w mordę swoimi długimi pazurami koloru czarnego. Aww... będzie rana.. ._. Bez zbędnego czyszczenia tych trzech ran na policzku przykryłem się kołdrą, a potem odpłynąłem w błogi, nieświadomy tego co zaszło sen.....