sobota, 1 marca 2014

Rozdział V - "Prawda"

24 Lipca ~ Oczami Anetki

Wczorajszy dzień mnie całkowicie wykończył. Ta sytuacja z Kamilem pomieszała mi w głowie ale po rozmowie z moim Sebusiem wszystko wróciło do normy, no powiedzmy, że prawie... Jednak dalej nie daje mi spokoju zachowanie Kamila.. Czemu? Dlaczego? W jakim celu? Nie wiem, w głębi siebie staram się tym nie przejmować. Obudziłam się około godziny 9, wpadłam na pomysł zrobienia mojemu misiaczkowi śniadania do łóżka. Wychodząc zobaczyłam Kamila, który gra cicho jakąś piosenkę, jednak nie umiałam wyłapać słów, a sama melodia zdawała się być melancholijna i smutna jakby znowu stracił osobę którą kocha, niezwykłe czyż nie? Jednak coś mnie zaintrygowało, kazało gdzieś w głębi poszukać słów piosenki, tak jakbym znała ją bardzo dobrze.
- Zobaczysz jak smutek i mrok jest w moim sercu, gdy Ciebie nie ma...
Przez chwilę, krótką chwilę zrobiło mi się go naprawdę żal, jednak uznałam to za chwilę słabości i zignorowałam to. Poszłam zrobić naleśniki, mam nadzieję że Kamil nie wyżarł całego syropu, znowu. W kuchni siedział ten mały szczur Killer, patrzył na mnie tak, jakby kazał mi wrócić tam albo to ja zaczynam świrować przez to wszystko.
- Wynocha. - Mruknęłam wskazując ręką w stronę drzwi. - Nawet mnie nie wkurzaj. - Dodałam cicho, dopiero wtedy raczył podnieść swoją dupę i pójść. Wrócił mi dobry humor, wyciągnęłam mp3 z kieszeni by włączyć muzykę, gdyż moja komórka dziwnie znikła. Zabrałam się do przyszykowania wszystkiego, cichutko sobie nucąc. W czasie, gdy patelnia się rozgrzewała doszłam do wniosku, że masa jest nieco zbyt gęsta i trzeba dodać troszeczkę mleka. Tak więc sięgnęłam do lodówki, ale ku mojemu zaskoczeniu drzwiczki się od czegoś odbiły.. po chwili już widziałam z czym się spotkały - z twarzą Kamila. Uśmiechnęłam się mimowolnie, dolałam mleka i odłożyłam je z powrotem. Dokładnie zamieszałam, wylałam pierwszą porcję na patelnię i zauważyłam, że nie schowałam margaryny. Westchnęłam, chciałam ją odłożyć, jednak ktoś, tzn Kamil, musiał stać bezpośrednio za mną, gdyż wystraszyłam się i margaryna wylądowała na jego twarzy roztarta. Zdusiłam w sobie śmiech, nie mogę się śmiać, ale uśmiech tak czy siak pojawił się na mej twarzy.
- Ups? - Starałam się by wyglądało to na akcje zaplanowaną, on nie może wiedzieć, że wystraszyłam się go. Co to to nie! Nie przyznam się do strachu przed nim.
- Przepraszam, ale czy ja wyglądam jak patelnia do smarowania? - Mówił to z małym podirytowaniem, ale tak, jakby to co było wcale się nie wydarzyło, coraz bardziej jestem przekonana, że to był sen..
- Hmm.. Owszem. - Przekręciłam naleśnika na drugi bok, sięgnęłam po jedno z jajek, które też nie schowałam.. jakby ktoś chciał, bym je rozwaliła mu na głowie. Z uśmiechem obróciłam się do niego i na szczycie głowy rozbiłam i rozsmarowałam to właśnie jajko. Jego mina, wyrażająca wściekłość, gniew, bezsilność... coś co napawa mnie większym optymizmem, niż słuchanie jakiejś tam muzyki.
- Mmm jak pięknie. - Wredny uśmiech nie schodził mi z pyszczka, muzyka grała w uszach, zobaczyłam lekkie wybrzuszenie w jego bluzie, pewnie komórka. Doszłam do wniosku, że ją potrzebuję..
- Oj no przeepraaaszaam... - Mruknęłam starając się być bardzo przekonywująca, ale po nim zobaczyłam, że nie wierzy mi ani troszeczkę, hmm.. sama też bym sobie nie wierzyła. Przytuliłam go lekko, tak by odciągnąć jego uwagę od swoich zamiarów, delikatnie wyciągnęłam z jego kieszeni komórkę i schowałam w dłoni. Czym prędzej go puściłam by ściągnąć naleśnika. Na szczęście nie zauważył, że w magiczny sposób coś mu zniknęło.. Zabrał się do robienia śniadania, z tą margaryną na twarzy i jajkiem na głowie... Oj piękny widok. Kolejna porcja masy wylądowała na gorącej patelni, kontem oka patrzyłam co on tam kombinuje. Na talerzu ułożył serduszko, chociaż nie do końca wiem po co.. Zaczęłam się ponownie zastanawiać, czy aby na pewno tamte wydarzenia były snem i w tym czasie schowałam jego komórkę do kieszeni... Przez kolejne kilka minut w ciszy pracowałam, patrząc co on wyprawia na tym talerzu. Gdy naleśniki były gotowe z dumą stwierdziłam, że syrop się zachował, w połowie, ale zachował. Utworzyłam na naleśniku uśmiechnięte serduszko, sama w duchu się uśmiechając.. Nalałam jeszcze soku do szklanki, wzięłam to wszystko uprzednio wyłączając kuchenkę i poszłam do pokoju by obudzić śpiącego królewicza..
Gdzie ty się tak świetnie nauczyłaś gotować? - Sebuś zachwycał się naleśnikami jakby to oto zwyczajne danie było czymś niezwykłym.
- Oj to nic takiego każdy dureń to potrafi... Nawet Kamil...- Chociaż wiedziałam, że dla Seby było to proste, ale pewnie chciał pochwalić mnie, no mniejsza. Planował iść do szkoły gastronomicznej, a jego potrawy... TO są pyszności.. Nagle komórka Sebci zabrzęczała, a ten od razu odebrał, co najmniej jakby się paliło.
- No nawijaj Ozii... - Słuchał jak jego przyjaciel znowu nawija o tym jak stary dziad nabrał się na jego idiotyczną sztuczkę, jak to on zwykle czynił... Jeszcze wymienili parę słów ze sobą, spojrzał na mnie i rozłączył się.
- Kochanie nie będziesz miała nic przeciwko jak pójdę się spotkać ze paroma znajomymi? - Widać było w jego oczach tą tak dobrze mi znaną niepewność, czy ma iść i zostawić mnie z Kamilem... czy też zostać i ZNOWU odmówić swym znajomym... Ale jak dla mnie Kamil nie stanowi zagrożenia, no chyba... ale czemu miałabym trzymać Sebę cały czas przy sobie? Przecież też ma przyjaciół.. Trochę pomęczę przy okazji Kamila, niech wie, że wojna ze mną się jeszcze nie zakończyła, no bynajmniej taki mam plan, bo może pójdę do jakiejś znajomej, dawno nie widziałam się z Olgą... Oj zapowiada się piękny dzionek.
- No idź idź, bo kiedyś napadną na nasz dom myśląc, że jesteś przetrzymywany tu. - Przytuliłam go do siebie dałam całusa, a on pognał się ubierać, ale wcześniej musiał zjeść śniadanie, które mu zrobiłam. Dopiero godzina 14, a on wyszedł z domu, zapanowała cisza zagłuszona jedynie biciem mojego serca oraz oddechem. Nie było śladu obecności Kamila, więc postanowiłam sprawdzić co takiego robi. Cicho podeszłam do drzwi jego pokoju, zajrzałam do środka.... spał sobie, tak słodko.. aż coś ukuło mnie w sercu. Rozejrzałam się dookoła, Seby prawdopodobnie nie będzie przez kolejnych kilka godzin, czyli tak do 18-19.. mam dużo czasu by naprawić to co zepsułam, nawet jeżeli przed sobą nie jestem w stanie przyznać do tego, że coś zepsułam. Weszłam do środka na palcach, nie chciałam go za nic w świecie teraz obudzić, powolutku podeszłam do łóżka, usiadłam na jego skraju..
- Eh.. Kam.. - Cicho szepnęłam patrząc na jego spokojną twarz, którą tak dobrze znałam.. Tak dobrze... Delikatnie położyłam się obok niego, odczekałam kilka chwil, ciągnęło mnie by się wtulić w niego, ale to by go obudziło w trybie now.. Przysunęłam się ostrożnie do niego, położyłam głowę na jego ramieniu, przytuliłam się zamykając oczy. Jego ciepło przeszywało mnie, zatraciłam się w nim cicho wzdychając, wdychałam jego zapach.. zapach cynamonu.. Od zawsze kojarzył mi się tylko z nim, a Seba... no cóż on ma uczulenie na cynamon... równie dobrze można powiedzieć, że ma uczulenie na Kamila..
- Tęsknię za tobą Kam... tak bardzo.. - Ciche słowa płynące wprost z mego serca, a może to tylko działanie pod wpływem chwili? Eh, już nie wiem, ja już nic nie wiem! - Kocham.. - Dałam mu delikatnego całusa w policzek, w usta,.. nie odważyłabym się.. nie teraz.. nie wiem czemu.. Powoli wstałam, niechętnie.. ale za duże ryzyko, że mógłby się obudzić.. Uciekłam z jego pokoju na palcach, przymknęłam drzwi.. Usiadłam w salonie na sofie, włączyłam sobie telewizję.. jakikolwiek program, byle odciągnąć myśli od Kamila.. od wszystkiego co się z nim wiąże.. Zapatrzyłam się na jakiś film, czas nieubłaganie leciał, nie wiem jak to się stało że tak po prostu się wyłączyłam.. minęła godzina, może dwie.. a może więcej.. Wtem do pokoju wszedł Kamil..
- Gdzie mój telefon psychopatyczny paszczurze? - Widać było w jego oczach gniew z nutką irytacji... Hmm.. ciekawe ciekawe, połączenie idealne.
- Hmm.. nie wiem? - Mruknęłam od niechcenia, zmieniłam program, gdyż na tym nie było nic ciekawego.
- Nie jestem idiotą za jakiego mnie masz - Wyciągnął wtyczkę z kontaktu i telewizor zgasł. - Zabrałaś mi go wtedy, gdy mnie przytuliłaś - Stanął nade mną i wyczekiwał na dalszy ciąg zdarzeń.
- Nie prawda, nie zabrałam go.. Co ty chcesz? - To było głupie, a jednak dalej się broniłam.
-  Aneta... oddaj mi telefon dobrze? - Poprosił mnie i pierwszy raz od długiego czasu zwrócił się do mnie po imieniu... Waaa... Robimy postępy...
- Ale ja go nie mam.. - Wiedziałam, że perfidnie go widać w kieszeni na dupie, ale mniejsza.. ja go nie mam! x3
- Ja wiem że między nami jest coś, jakieś napięcie...- Usiadł koło mnie i spojrzał mi w oczy... Patrząc w jego oczy widziałam tą głębie, w której można by było utonąć... i w której tonęłam tyle razy..
- Jakie napięcie, nie ma żadnego napięcia.. - Ni to obrona ni to atak, raczej bełkotanie.. zaprzeczanie samej sobie, może po prostu zaczęłam się stresować? Tak jak wtedy... gdy się w nim zakochałam..
Aneciu... ja nie chcę się z tobą już kłócić, bo to mnie wyniszcza...- Wziął moją rękę widać, że z wielką trudnością mu przychodzi powiedzenie ''Przepraszam''.. Ale to przecież jego wina, a nie moja! Ale jednak.. wreszcie siedzi tu ze mną mój Kam.. ten sam, niezmienny.. od pierwszej chwili.. Skoro chcę go odzyskać, skoro dalej go kocham.. To mój czas.
- Oh Kam.. - Przytuliłam się do niego, potrzebowałam tego, brakowało mi tego.. tego ciepła, tego zapachu.. I mogłam to wszystko nieodwracalnie stracić, nadal mogę.. ale walczę, będę walczyć..
- Przepraszam Ciebie za to, że byłem z tobą nieszczery ale... To trudne żyć w cieniu starszego brata... "Ooo to ty jesteś bratem Seby"...- Przytulił mnie do siebie.. Czułam rytmiczne bicie jego serca, które delikatnie przyśpieszyło, podobnie jak moje...
- Ja też cię przepraszam.. - Wyszeptałam wdychając ten słodki zapach. - Poniosło mnie.. bardzo. Nie chciałam.. ja.. - Przepraszanie w moim wykonaniu było najbardziej żenujące na całym świecie.. Język mi się plątał, tyle myśli pod czupryną latało, tyle chęci.. tyle zamiarów, tyle wspomnień.... no właśnie.. wspomnień..
- Tak bardzo tęskniłem... Zawsze cię w głębi serca kochałem i nigdy nie przestałem. - Popatrzył na mnie z czułością, której tak dawno nie widziałam.. Brakowało mi tego.
- Ja.. też cię kocham.. - Delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy, nie wiem która godzina, nie wiem kiedy Seba wróci.. nie obchodzi mnie to teraz. Moje oczy zamieniły się w dwie wielkie szklanki, chciało mi się płakać ze szczęścia, tak bardzo jego słowa mnie uszczęśliwiły.. tak bardzo chciałabym by wszystko znów było po staremu, ale jak? Seba.. Kamil.. kocham ich obu.. żadnego nie chcę zranić.. z każdym chcę być.. ale to nie jest dobre, to nigdy dobrze się nie kończy.. Zaryzykuje.
- Kam.. wróć do mnie.. - Wyszeptałam jeszcze zanim cokolwiek zdążył zrobić, moja ręka mimowolnie pogładziła go po szyi, po znajomych kościach.. mięśniach.. Westchnęłam cichutko.
- Czekałem na to tak długo...- Pocałował mnie delikatnie jakbym była snem, który miał zaraz zniknąć. Dotyk jego ust sprawił, że zalała mnie fala ciepła, znajomego miłego latania motylków.. Spojrzałam mu w oczy, ledwie trzymałam emocje na wodzy.. to było jak wielka eksplozja..
- Ale Seba... - Zaczęłam, jednak nie do końca wiedziałam co powiedzieć.. a może raczej jak to ubrać w słowa.. - .. nie może się dowiedzieć, dobrze? - Patrzałam z nadzieją na niego, delikatnie głaskałam go.
- Dla ciebie wszystko. - Uśmiechnął się do mnie, a potem wyglądał jakby czegoś nasłuchiwał.. Wstał, po jego minie widziałam, że robił to niechętnie i wyszedł do swojego pokoju dokładnie w momencie, gdy Seba wszedł do domu, a czar... po prostu prysł. Jednak ja wiedziałam, że już odzyskałam Kamila.. a on mnie.. Mimowolnie spojrzałam na zegarek... 19.. no nieźle! Tyle czasu minęło? Woo.. Mimo smutku wiążącego się z odejściem Kama musiałam przybrać uśmiechnięty wyraz twarzy.. Seba nie może się dowiedzieć.. i nie dowie się.. ale.. o cholera.. przecież Kamil pachnie cynamonem, czyli ja pewnie teraz też... a Sebuś jest uczulony... No to się wkopałam..
- Seeebuś! - Wstałam, pomysł był prosty.. uciec do łazienki i czymś zabić cynamon..
- Hej słońce. - Zawołał do mnie i poszedł do łazienki.- Coś się ciekawego działo podczas mojej nieobecności?
- Nie, oglądałam jakiś nudny film, szukałam twojego laptopa, ale nie znalazłam więc przyszłam tu, wygoniłam Kamila.. no i tak siedziałam do teraz, nudy. - Kłamstwo na kłamstwie i kłamstwem popycha, oj coś za łatwo mi to przychodzi. Nie powinnam mieć wyrzutów sumienia? Heh.. raczej nie w tym wcieleniu.. Później nie działo się nic na tyle ciekawego bym mogła o tym teraz wspominać, ot przytulanki itp. itd.. Jednak coś sprawiło, że tą noc spędziłam w łóżku Kamila....

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział IV - "Koszmar''

 Wieczór 23 lipca ~ Oczami Anety

Kiedy doszliśmy do miejsca naszego pierwszego pocałunku Kamil przystanął, po prostu osłupiał. Podeszłam powoli do niego iż nie do końca wiedziałam jakie w nim teraz emocje szaleją i go przytuliłam, a do ucha wyszeptałam mu ciche ''Przepraszam'', które płynęło prosto z mojego serca, ale on w ogóle nie zareagował. Odeszłam kawałek na bok, ponieważ zaniepokoiło mnie jego zachowanie, spojrzałam na niego niepewnie, chciałam odszukać jego wzrok... ale to był błąd. Jego oczy wyglądały jak u lalki....puste i bez wyrazu, ale nie to było najstraszniejsze, jednak na tamtą chwilę mogłabym powiedzieć, że srałam w gacie. Przestraszyłam się nie na żarty, a serce podpowiedziało mi, bym uciekła jak najszybciej od niego i tak też zrobiłam. Czym prędzej skierowałam się w kierunku domu i poczęłam desperacką ucieczkę od Kamila, a może raczej tego czym teraz był.. Odwróciłam się na chwile, jednak to był błąd iż ujrzałam go, idącego powoli za mną z dziwnym wyrazem twarzy, takim nieodgadnionym, lecz zamiast dalej biec.. po prostu na niego patrzyłam.. W  tych dotąd pustych oczach zobaczyłam coś na kształt pożądania, a na ustach zakwitł promienny uśmiech, ale nie był on przyjazny, wzbudzał we mnie trwogę więc czym prędzej wróciłam do uciekania. Gdy usłyszałam jego stłumiony, mrożący krew w żyłach śmiech... wystartowałam jak z procy, całe moje plecy były zlane zimnym, nieprzyjemnym potem.
Wpadłam na klatkę zdyszana, gorączkowo łapałam powietrze, jednak nie było czasu na odpoczynek, ponieważ on... on na pewno gdzieś tam był, w tej ciemności, która spowiła cały park.... nawet lampy uliczne i te parkowe nie były w stanie rozwiać tej ciemności. Było w tym coś nienaturalnego, a może to mój przerażony umysł dodawał efektów tej naturalnej ciemności, która jest łagodna jak baranek. Na chwilę się zamyśliłam, a z tego wyrwał mnie jego widok, powoli idącego... nadal miał ten sam wyraz twarzy, przeszyły mnie ciarki. Czym prędzej wyciągnęłam klucze od klatki, jezu jak ja ci dziękuję, że nie zapomniałam tych kluczy! Szybko wleciałam po schodach na piętro, gdzie mieściło się mieszkanie Seby. Wleciałam do niego, na szczęście zawsze drzwi były u nich otwarte, bo pewnie bym je staranowała... Poleciałam do salonu, ponieważ to było jedyne pomieszczenie, w którym paliło się ciepłe, miłe światło. Na kanapie leżał mój koteczek, więc wskoczyłam na niego, a raczej obok niego tak by być między drugą częścią kanapy, a nim. Wtuliłam się w niego, nadal miałam ciarki i chyba wszystkie włosy na moim ciele stanęły dęba.. to było straszne..
- Kotku coś się stało? Wyglądasz na przestraszoną. - Kojący dźwięk jego słów uspokoił mnie nieco, ale nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa... więc by nie martwić go zbytnio tylko pokiwałam przecząco głową. Nagle drzwi mieszkania się otworzyły, a ja wydałam z siebie stłumiony okrzyk, jednak na moje szczęście Seba dalej nie naciskał na mnie... uh.. nie chciałabym mu tłumaczyć, że ja... silna dziewczyna, terrorystka wystraszyłam się swojej ofiary! Uh.. to byłaby porażka. Niedługo po jego wejściu do domu usłyszałam zamykane drzwi od jego pokoju, poczułam pewnego rodzaju ulgę.. W ciszy oglądaliśmy film, już nawet nie pamiętam jak się zwał.
                                    
***

Kiedy skończyliśmy oglądać film poszliśmy do jego pokoju, aby pograć w Transformice, ot taka miła gierka, dzięki której nie musiałam myśleć o tym co stało się w parku.. A odkąd Paweł pokazał mu tą grę, nie umiał bez niej wytrzymać choć jednego wieczora, zupełnie jak ja! Ah.. jaka piękna z nas para!
Po jakimś czasie zachciało mi się pić, ale nie to było powodem mojego wyjścia do kuchni. Straszliwie mi nogi zdrętwiały, a do tego od laptopa biło straszne ciepło... ja zwyczajnie nie przepadam za wielkim, wielgaśnym ciepłem...( no chyba, że to Kamil... to co innego ^^'.)
Weszłam sobie spokojnie do kuchni gdy jakaś ręka złapała mnie w pasie, a druga zamknęła usta.
- Jeśli będziesz cicho MOŻE nie zrobię ci krzywdy. - Rozpoznałam głos Kamila, ale nie był on taki jak zazwyczaj.. biła od niego nutka sarkazmu pomieszanego z pożądaniem. Sama intonacja jego słów przyprawiała mnie o niezłe ciary i gęsią skórkę. Przeraziłam się nie na żarty, jako iż wiedziałam, no może nie dosłownie... ale część mnie mówiło mi, że on nie żartuje. Potaknęłam w odpowiedzi, że będę cicho... a on żeby się upewnić wepchnął mi chustkę do ust i zawiązał drugą.
- A teraz coś na co od dawno czekałem... - Popchnął mnie na krzesło, które stało za mną tak abym na nie usiadła.. ciekawe skąd one się tam wzięło? Powoli chodził dookoła mnie, spokojnym rytmicznym i pewnym krokiem jakiego pozbawieni są ludzie o słabym charakterze, nie mówię że Kamil ma słaby charakter, ale on jest typem osoby spokojnej, bardziej typu ofiary, a nie prześladowcy. Czułam jak przeszywa mnie wzrokiem, powolne, pełne gracji ruchy, a może nawet jego cichy śmiech napawały mnie niepewnością, jakiej na co dzień mi nie brak. Byłam zbyt zagubiona, zbyt dużo myśli na raz kotłowało się w mojej głowie, bym mogła jakkolwiek inaczej zareagować na to.. Ta sytuacja paraliżowała moje ruchy i on najwidoczniej o tym wiedział. Zatrzymał się przy moim prawym boku, zaczął delikatnie głaskać mój policzek, spojrzałam w jego oczy, źrenice miał rozszerzone, nie byłam w stanie określić o czym myślał.. Delikatny uśmiech wpełzł na jego lico, mogłabym powiedzieć że był całkiem miły.... gdyby nie obecny bieg zdarzeń. Przez chwilę widziałam w jego pięknych oczach mojego starego, kochanego Kamusia, ale tylko do momentu gdy do kuchni wpadł Sebastian... Nie zdążyłam zauważyć jak się ulotnił, nie było go.. a ja byłam zmieszana, całkiem zmieszana.. Czy on chciał mi coś przez to powiedzieć? A może nie? Nie wiem, nic już nie wiem...
- Wszystko gra? - Patrzył na mnie czułym wzrokiem, gdy uwalniał moje biedne usta. Słowa ugrzęzły gdzieś w środku mnie, z jednej strony chciałam powiedzieć wszystko, a z drugiej chciałam zatrzymać to tylko dla siebie. Seba odprowadził mnie do pokoju swojego.
- Może chcesz w coś zagrać? - Zapytał, gdy już zdążyłam wskoczyć na łóżko i wygodnie zagrzebać się w jego kołdrze.. Pachniała nim, czułam się bezpieczna, skryta przed światem... przed Kamilem.
- Może w karty? - Powoli wracał mi humor, wiedziałam, że tym razem będę gotowa jeżeli będzie chciał mi coś takiego odwalić. Nie dam się zastraszyć ofierze, mojej ofierze. Seba sięgnął po talię kart, nowych kart, z uśmiechem usiadł naprzeciw mnie rozkładając całą talię.
- Jaka gra dokładnie cię interesuje? - Zapytał zręcznie tasując karty, powyciągał wszystkie jockery. Wpatrywałam się jak tasuje, przekłada karty i manewruje przy tym palcami. Mój wzrok powędrował za jego ręką, która leciutko chwyciła mój podbródek by skierować go ku sobie. Chwilkę później nasze usta spotkały się w delikatnym pocałunku, uśmiechnęłam się wesoło..
- Zagrajmy w wojnę! - Jako małe dziecko bardzo często grywałam właśnie w tą grę z Pawłem, nie wiem dlaczego coraz mniej czasu spędzamy razem... wiem tylko, że on nie przepada za Sebą bardziej niż za Kamilem... Rozdał karty, rozpoczęliśmy grę, każde z nas uśmiechało się ze satysfakcją, gdy odbierało drugiemu karty. W końcu jednak wyszło na to, że ja mam więcej kart i powoli kieruję się w kierunku wygranej. Kolejne 30 minut bawiliśmy się jak małe dzieci, które zapomniały o istnieniu świata, komputerów, komórek... wygrałam, chociaż dzielnie walczył ze mną, ale to nie takie proste... Jestem szczęściarą, mnie nie da się pokonać!
- Zaraz wracam kochanie.. - Wyskoczyłam z kołdry, dałam mu szybkiego buziaka i poleciałam wziąć prysznic. Chciałam zmyć gorącą wodą resztki tego co miało dzisiaj miejsce, nie chcę nigdy więcej takich akcji, są niebezpieczne i wyrywają człowieka ze stanu stabilności emocjonalnej.. Ubrałam się w luźną czarną bluzeczkę, która była cieniutka i prześwitywała trochę mocno, kocham wyglądać jak blady upiór... oraz białe, krótkie spodenki (Seba mówi, że za krótkie ;-;).
Pech chciał, że wychodząc z łazienki ktoś szedł, gdyż zderzył się z drzwiami i upadł na ziemię.
- Uhhh... wybacz kocha.. - Przez chwilę myślałam, że to jest Seba, ale widząc Kamila urwałam w połowie wyrazu.. Zamarłam, czyżby on czekał pod drzwiami? Nie mogłam dać się zastraszyć, nie teraz.. nigdy!
- ..nie? - Dokończył cichym głosem powoli wstając, na jego twarzy kwitł uśmiech.
- Nie. Zmiataj śmieciu. - Nie będę grała w jego gry, to ja daję zasady i to on ma się bać. Przyglądał mi się uważnie, widać że chłonął mój widok, nawet nie wiem kiedy to się stało, że stanął tak blisko mnie. Jego ciepła ręka przejechała delikatnie po moim brzuchu przyprawiając mnie o ciarki, przez cały czas spoglądał mi prosto w oczy... Tam był mój kamuś.. mój kochany, którego chciałam odzyskać... Nagle naszła mnie ochota by go pocałować, podobało mi się jak na mnie patrzył... w tym wzroku było coś więcej niż pożądanie, nie umiem tego opisać.. W pewnym momencie jego ręka dotknęła mojej szyi, wiedziałam co zaraz nastanie, chciałam... pragnęłam tego. Delikatnie mnie pocałował, a był on tak delikatny jakbym była kwiatem róży. Tyle emocji w tej jednej chwili, tyle nadziei, tak dużo tego wszystkiego w tak krótkim pocałunku. Jak gdyby na zawołanie przyleciał Seba, tryskała z niego wściekłość, nienawiść kierowana tylko i wyłącznie do brata. Odepchnął go tak, że wpadł na szafkę o mało jej nie łamiąc, jego wzrok zmienił się.. nie patrzał na mnie tak jakbym chciała.. jakby miał wonty... Poszedł do swojego pokoju trzaskając drzwiami...
W milczeniu udałam się do mojego ciepłego azylu, a mój kochany poszedł się umyć... Wtuliłam się w poduszkę, łzy cisnęły mi się do oczu, ale nie mogłam płakać... Za dużo łez już straciłam, za dużo razy musiałam wybierać, za dużo razy mnie zraniono, a ja za dużo razy zraniłam innych.. Wzięłam sobie laptopa Seby na kolana, włączyłam, musiałam odreagować, a za żadne skarby nie chciałam zobaczyć, że sobie gra jakby się nic nie stało. Stało się, dużo się stało... Wyżyć się na małych myszkach na survie, to jest coś co lubię, daje taką dziwną satysfakcję.. Nie wiem ile grałam, nie wiem jak długo już się mył, ale coś mnie natchnęło by sprawdzić. Wygramoliłam się z kołderki, odłożyłam laptopa na biurko i cichutko na paluszkach wyszłam z pokoju, nie chciałam by mnie usłyszał, a może po prostu bałam się zobaczyć go w ciemności.. zobaczyłam, że jego pokój ma uchylone drzwi, a Sebuś dalej się mył.. może to moja ciekawość, albo nieumyślność spowodowały, że powoli weszłam do ciemnej pieczary potwora, w której kiedyś tak często i chętnie bywałam. Potknęłam się o coś, poleciałam jak długa na łóżko, czyżby był tu większy syf niż kiedyś? Prawdopodobne.. Cholera.. pomyślałam, gdyż teraz nie miałam pojęcia, w którą stronę jest wyjście. Nagle poczułam czyiś oddech.. wiedziałam czyj, ale nie chciałam tego przed sobą przyznać, nie chciałam przyznać się do porażki. Delikatny dotyk jego palców na moim ramieniu, oddech uwiązł mi płucach, zdołałam jedynie odsunąć się w bok. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dopiero teraz zobaczyłam zarys jego postaci.. biło od niego dziwne ciepło, nie wiem jak... może to moje wyobrażenie.. Żachnęłam się powietrzem, leżałam teraz bardziej na plecach, podparta jednym łokciem, spoglądałam na niego.. Jego ręka spoczywała na moim brzuchu, delikatnie go głaskała.. Cały niepokój.. cały strach... zamienił się.. było w tym coś intymnego, coś pradawnego, coś niezrozumiałego dla ludzkiego umysłu.. Nagle światło w pokoju rozbłysło, w drzwiach stał ubrany Seba, Kamil popatrzył na niego.
- Puść ją. - Nutka złości w jego głosie była tak wyczuwalna jak dotyk dłoni Kamila na mym brzuchu.
- Ja nie zrobiłem nic złego.. - Zabrał rękę z mojego brzucha jedynie po to by trzymać mnie za rękę.. Robił to tak jakby to było coś oczywistego.. - .. jeszcze.. - Mruknął cicho, a ja widziałam z boku, że na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Trwało to tylko chwilę, gdy obrócił się do mnie... przejechał ręką po szyi, a potem pocałował..z premedytacją na oczach Seby... tak jak to robił kiedyś... tak jakby jutra miało nie być..
Zaskoczyło mnie to, ale nie zamierzałam walczyć...
Nie chciałam walczyć...
Wszystko dookoła było oddalone ode mnie... liczył się tylko żar w jego pocałunku, liczył się on...
Jednak to skończyło się w momencie, gdy wściekły Seba doskoczył do niego, nie wiem co się działo.. wiem tylko że go uderzył.. mocno uderzył, gdyż znikł mi z widoku.. Niedługo potem silne ręce objęły mnie, otuliły i zostałam zabrana.... zabrana od tego, co sprawiło, że miałam nadzieję, że Kam mi wybaczył..


***

Już po godzinie całkowicie byłam sobą, pewną siebie i nieugiętą. Szukałam po całym domu mojego mp3, ale nie mogłam znaleźć... został mi ostatni pokój do obszukania... pokój Kamila. To co się tam działo sprawiło, że zatrzymałam się wpół kroku przed drzwiami. To był tylko dziwny sen! Uspokój się! - Pomyślałam. Weszłam do pokoju, wściekła krzyknęłam:
- Kamil, głupku! Gdzie moje mp3?!
- Jaką twoją? - Odpowiedział przewracając się na drugi bok. Nieźle wkurzona podeszłam do niego, zdzieliłam go w papę.. o tak to jest to, ja jestem górą, a nie ty! Zauważyłam mp3 leżące na półce, sięgnęłam po nie i wyszłam, może nieco zbyt szybko niż to tego wymagało....