Wieczór 23 lipca ~ Oczami Anety
Kiedy doszliśmy do miejsca naszego pierwszego pocałunku Kamil przystanął, po prostu osłupiał. Podeszłam powoli do niego iż nie do końca wiedziałam jakie w nim teraz emocje szaleją i go przytuliłam, a do ucha wyszeptałam mu ciche ''Przepraszam'', które płynęło prosto z mojego serca, ale on w ogóle nie zareagował. Odeszłam kawałek na bok, ponieważ zaniepokoiło mnie jego zachowanie, spojrzałam na niego niepewnie, chciałam odszukać jego wzrok... ale to był błąd. Jego oczy wyglądały jak u lalki....puste i bez wyrazu, ale nie to było najstraszniejsze, jednak na tamtą chwilę mogłabym powiedzieć, że srałam w gacie. Przestraszyłam się nie na żarty, a serce podpowiedziało mi, bym uciekła jak najszybciej od niego i tak też zrobiłam. Czym prędzej skierowałam się w kierunku domu i poczęłam desperacką ucieczkę od Kamila, a może raczej tego czym teraz był.. Odwróciłam się na chwile, jednak to był błąd iż ujrzałam go, idącego powoli za mną z dziwnym wyrazem twarzy, takim nieodgadnionym, lecz zamiast dalej biec.. po prostu na niego patrzyłam.. W tych dotąd pustych oczach zobaczyłam coś na kształt pożądania, a na ustach zakwitł promienny uśmiech, ale nie był on przyjazny, wzbudzał we mnie trwogę więc czym prędzej wróciłam do uciekania. Gdy usłyszałam jego stłumiony, mrożący krew w żyłach śmiech... wystartowałam jak z procy, całe moje plecy były zlane zimnym, nieprzyjemnym potem.Wpadłam na klatkę zdyszana, gorączkowo łapałam powietrze, jednak nie było czasu na odpoczynek, ponieważ on... on na pewno gdzieś tam był, w tej ciemności, która spowiła cały park.... nawet lampy uliczne i te parkowe nie były w stanie rozwiać tej ciemności. Było w tym coś nienaturalnego, a może to mój przerażony umysł dodawał efektów tej naturalnej ciemności, która jest łagodna jak baranek. Na chwilę się zamyśliłam, a z tego wyrwał mnie jego widok, powoli idącego... nadal miał ten sam wyraz twarzy, przeszyły mnie ciarki. Czym prędzej wyciągnęłam klucze od klatki, jezu jak ja ci dziękuję, że nie zapomniałam tych kluczy! Szybko wleciałam po schodach na piętro, gdzie mieściło się mieszkanie Seby. Wleciałam do niego, na szczęście zawsze drzwi były u nich otwarte, bo pewnie bym je staranowała... Poleciałam do salonu, ponieważ to było jedyne pomieszczenie, w którym paliło się ciepłe, miłe światło. Na kanapie leżał mój koteczek, więc wskoczyłam na niego, a raczej obok niego tak by być między drugą częścią kanapy, a nim. Wtuliłam się w niego, nadal miałam ciarki i chyba wszystkie włosy na moim ciele stanęły dęba.. to było straszne..
- Kotku coś się stało? Wyglądasz na przestraszoną. - Kojący dźwięk jego słów uspokoił mnie nieco, ale nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa... więc by nie martwić go zbytnio tylko pokiwałam przecząco głową. Nagle drzwi mieszkania się otworzyły, a ja wydałam z siebie stłumiony okrzyk, jednak na moje szczęście Seba dalej nie naciskał na mnie... uh.. nie chciałabym mu tłumaczyć, że ja... silna dziewczyna, terrorystka wystraszyłam się swojej ofiary! Uh.. to byłaby porażka. Niedługo po jego wejściu do domu usłyszałam zamykane drzwi od jego pokoju, poczułam pewnego rodzaju ulgę.. W ciszy oglądaliśmy film, już nawet nie pamiętam jak się zwał.
***
Kiedy skończyliśmy oglądać film poszliśmy do jego pokoju, aby pograć w Transformice, ot taka miła gierka, dzięki której nie musiałam myśleć o tym co stało się w parku.. A odkąd Paweł pokazał mu tą grę, nie umiał bez niej wytrzymać choć jednego wieczora, zupełnie jak ja! Ah.. jaka piękna z nas para!
Po jakimś czasie zachciało mi się pić, ale nie to było powodem mojego wyjścia do kuchni. Straszliwie mi nogi zdrętwiały, a do tego od laptopa biło straszne ciepło... ja zwyczajnie nie przepadam za wielkim, wielgaśnym ciepłem...( no chyba, że to Kamil... to co innego ^^'.)
Weszłam sobie spokojnie do kuchni gdy jakaś ręka złapała mnie w pasie, a druga zamknęła usta.
- Jeśli będziesz cicho MOŻE nie zrobię ci krzywdy. - Rozpoznałam głos Kamila, ale nie był on taki jak zazwyczaj.. biła od niego nutka sarkazmu pomieszanego z pożądaniem. Sama intonacja jego słów przyprawiała mnie o niezłe ciary i gęsią skórkę. Przeraziłam się nie na żarty, jako iż wiedziałam, no może nie dosłownie... ale część mnie mówiło mi, że on nie żartuje. Potaknęłam w odpowiedzi, że będę cicho... a on żeby się upewnić wepchnął mi chustkę do ust i zawiązał drugą.
- A teraz coś na co od dawno czekałem... - Popchnął mnie na krzesło, które stało za mną tak abym na nie usiadła.. ciekawe skąd one się tam wzięło? Powoli chodził dookoła mnie, spokojnym rytmicznym i pewnym krokiem jakiego pozbawieni są ludzie o słabym charakterze, nie mówię że Kamil ma słaby charakter, ale on jest typem osoby spokojnej, bardziej typu ofiary, a nie prześladowcy. Czułam jak przeszywa mnie wzrokiem, powolne, pełne gracji ruchy, a może nawet jego cichy śmiech napawały mnie niepewnością, jakiej na co dzień mi nie brak. Byłam zbyt zagubiona, zbyt dużo myśli na raz kotłowało się w mojej głowie, bym mogła jakkolwiek inaczej zareagować na to.. Ta sytuacja paraliżowała moje ruchy i on najwidoczniej o tym wiedział. Zatrzymał się przy moim prawym boku, zaczął delikatnie głaskać mój policzek, spojrzałam w jego oczy, źrenice miał rozszerzone, nie byłam w stanie określić o czym myślał.. Delikatny uśmiech wpełzł na jego lico, mogłabym powiedzieć że był całkiem miły.... gdyby nie obecny bieg zdarzeń. Przez chwilę widziałam w jego pięknych oczach mojego starego, kochanego Kamusia, ale tylko do momentu gdy do kuchni wpadł Sebastian... Nie zdążyłam zauważyć jak się ulotnił, nie było go.. a ja byłam zmieszana, całkiem zmieszana.. Czy on chciał mi coś przez to powiedzieć? A może nie? Nie wiem, nic już nie wiem...
- Wszystko gra? - Patrzył na mnie czułym wzrokiem, gdy uwalniał moje biedne usta. Słowa ugrzęzły gdzieś w środku mnie, z jednej strony chciałam powiedzieć wszystko, a z drugiej chciałam zatrzymać to tylko dla siebie. Seba odprowadził mnie do pokoju swojego.
- Może chcesz w coś zagrać? - Zapytał, gdy już zdążyłam wskoczyć na łóżko i wygodnie zagrzebać się w jego kołdrze.. Pachniała nim, czułam się bezpieczna, skryta przed światem... przed Kamilem.
- Może w karty? - Powoli wracał mi humor, wiedziałam, że tym razem będę gotowa jeżeli będzie chciał mi coś takiego odwalić. Nie dam się zastraszyć ofierze, mojej ofierze. Seba sięgnął po talię kart, nowych kart, z uśmiechem usiadł naprzeciw mnie rozkładając całą talię.
- Jaka gra dokładnie cię interesuje? - Zapytał zręcznie tasując karty, powyciągał wszystkie jockery. Wpatrywałam się jak tasuje, przekłada karty i manewruje przy tym palcami. Mój wzrok powędrował za jego ręką, która leciutko chwyciła mój podbródek by skierować go ku sobie. Chwilkę później nasze usta spotkały się w delikatnym pocałunku, uśmiechnęłam się wesoło..
- Zagrajmy w wojnę! - Jako małe dziecko bardzo często grywałam właśnie w tą grę z Pawłem, nie wiem dlaczego coraz mniej czasu spędzamy razem... wiem tylko, że on nie przepada za Sebą bardziej niż za Kamilem... Rozdał karty, rozpoczęliśmy grę, każde z nas uśmiechało się ze satysfakcją, gdy odbierało drugiemu karty. W końcu jednak wyszło na to, że ja mam więcej kart i powoli kieruję się w kierunku wygranej. Kolejne 30 minut bawiliśmy się jak małe dzieci, które zapomniały o istnieniu świata, komputerów, komórek... wygrałam, chociaż dzielnie walczył ze mną, ale to nie takie proste... Jestem szczęściarą, mnie nie da się pokonać!
- Zaraz wracam kochanie.. - Wyskoczyłam z kołdry, dałam mu szybkiego buziaka i poleciałam wziąć prysznic. Chciałam zmyć gorącą wodą resztki tego co miało dzisiaj miejsce, nie chcę nigdy więcej takich akcji, są niebezpieczne i wyrywają człowieka ze stanu stabilności emocjonalnej.. Ubrałam się w luźną czarną bluzeczkę, która była cieniutka i prześwitywała trochę mocno, kocham wyglądać jak blady upiór... oraz białe, krótkie spodenki (Seba mówi, że za krótkie ;-;).
Pech chciał, że wychodząc z łazienki ktoś szedł, gdyż zderzył się z drzwiami i upadł na ziemię.
- Uhhh... wybacz kocha.. - Przez chwilę myślałam, że to jest Seba, ale widząc Kamila urwałam w połowie wyrazu.. Zamarłam, czyżby on czekał pod drzwiami? Nie mogłam dać się zastraszyć, nie teraz.. nigdy!
- ..nie? - Dokończył cichym głosem powoli wstając, na jego twarzy kwitł uśmiech.
- Nie. Zmiataj śmieciu. - Nie będę grała w jego gry, to ja daję zasady i to on ma się bać. Przyglądał mi się uważnie, widać że chłonął mój widok, nawet nie wiem kiedy to się stało, że stanął tak blisko mnie. Jego ciepła ręka przejechała delikatnie po moim brzuchu przyprawiając mnie o ciarki, przez cały czas spoglądał mi prosto w oczy... Tam był mój kamuś.. mój kochany, którego chciałam odzyskać... Nagle naszła mnie ochota by go pocałować, podobało mi się jak na mnie patrzył... w tym wzroku było coś więcej niż pożądanie, nie umiem tego opisać.. W pewnym momencie jego ręka dotknęła mojej szyi, wiedziałam co zaraz nastanie, chciałam... pragnęłam tego. Delikatnie mnie pocałował, a był on tak delikatny jakbym była kwiatem róży. Tyle emocji w tej jednej chwili, tyle nadziei, tak dużo tego wszystkiego w tak krótkim pocałunku. Jak gdyby na zawołanie przyleciał Seba, tryskała z niego wściekłość, nienawiść kierowana tylko i wyłącznie do brata. Odepchnął go tak, że wpadł na szafkę o mało jej nie łamiąc, jego wzrok zmienił się.. nie patrzał na mnie tak jakbym chciała.. jakby miał wonty... Poszedł do swojego pokoju trzaskając drzwiami...
W milczeniu udałam się do mojego ciepłego azylu, a mój kochany poszedł się umyć... Wtuliłam się w poduszkę, łzy cisnęły mi się do oczu, ale nie mogłam płakać... Za dużo łez już straciłam, za dużo razy musiałam wybierać, za dużo razy mnie zraniono, a ja za dużo razy zraniłam innych.. Wzięłam sobie laptopa Seby na kolana, włączyłam, musiałam odreagować, a za żadne skarby nie chciałam zobaczyć, że sobie gra jakby się nic nie stało. Stało się, dużo się stało... Wyżyć się na małych myszkach na survie, to jest coś co lubię, daje taką dziwną satysfakcję.. Nie wiem ile grałam, nie wiem jak długo już się mył, ale coś mnie natchnęło by sprawdzić. Wygramoliłam się z kołderki, odłożyłam laptopa na biurko i cichutko na paluszkach wyszłam z pokoju, nie chciałam by mnie usłyszał, a może po prostu bałam się zobaczyć go w ciemności.. zobaczyłam, że jego pokój ma uchylone drzwi, a Sebuś dalej się mył.. może to moja ciekawość, albo nieumyślność spowodowały, że powoli weszłam do ciemnej pieczary potwora, w której kiedyś tak często i chętnie bywałam. Potknęłam się o coś, poleciałam jak długa na łóżko, czyżby był tu większy syf niż kiedyś? Prawdopodobne.. Cholera.. pomyślałam, gdyż teraz nie miałam pojęcia, w którą stronę jest wyjście. Nagle poczułam czyiś oddech.. wiedziałam czyj, ale nie chciałam tego przed sobą przyznać, nie chciałam przyznać się do porażki. Delikatny dotyk jego palców na moim ramieniu, oddech uwiązł mi płucach, zdołałam jedynie odsunąć się w bok. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dopiero teraz zobaczyłam zarys jego postaci.. biło od niego dziwne ciepło, nie wiem jak... może to moje wyobrażenie.. Żachnęłam się powietrzem, leżałam teraz bardziej na plecach, podparta jednym łokciem, spoglądałam na niego.. Jego ręka spoczywała na moim brzuchu, delikatnie go głaskała.. Cały niepokój.. cały strach... zamienił się.. było w tym coś intymnego, coś pradawnego, coś niezrozumiałego dla ludzkiego umysłu.. Nagle światło w pokoju rozbłysło, w drzwiach stał ubrany Seba, Kamil popatrzył na niego.
- Puść ją. - Nutka złości w jego głosie była tak wyczuwalna jak dotyk dłoni Kamila na mym brzuchu.
- Ja nie zrobiłem nic złego.. - Zabrał rękę z mojego brzucha jedynie po to by trzymać mnie za rękę.. Robił to tak jakby to było coś oczywistego.. - .. jeszcze.. - Mruknął cicho, a ja widziałam z boku, że na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Trwało to tylko chwilę, gdy obrócił się do mnie... przejechał ręką po szyi, a potem pocałował..z premedytacją na oczach Seby... tak jak to robił kiedyś... tak jakby jutra miało nie być..
Zaskoczyło mnie to, ale nie zamierzałam walczyć...
Nie chciałam walczyć...
Wszystko dookoła było oddalone ode mnie... liczył się tylko żar w jego pocałunku, liczył się on...
Jednak to skończyło się w momencie, gdy wściekły Seba doskoczył do niego, nie wiem co się działo.. wiem tylko że go uderzył.. mocno uderzył, gdyż znikł mi z widoku.. Niedługo potem silne ręce objęły mnie, otuliły i zostałam zabrana.... zabrana od tego, co sprawiło, że miałam nadzieję, że Kam mi wybaczył..
***
Już po godzinie całkowicie byłam sobą, pewną siebie i nieugiętą. Szukałam po całym domu mojego mp3, ale nie mogłam znaleźć... został mi ostatni pokój do obszukania... pokój Kamila. To co się tam działo sprawiło, że zatrzymałam się wpół kroku przed drzwiami. To był tylko dziwny sen! Uspokój się! - Pomyślałam. Weszłam do pokoju, wściekła krzyknęłam:
- Kamil, głupku! Gdzie moje mp3?!
- Jaką twoją? - Odpowiedział przewracając się na drugi bok. Nieźle wkurzona podeszłam do niego, zdzieliłam go w papę.. o tak to jest to, ja jestem górą, a nie ty! Zauważyłam mp3 leżące na półce, sięgnęłam po nie i wyszłam, może nieco zbyt szybko niż to tego wymagało....