21 lipca
Po długim spacerze, gdy nastał już wieczór postanowiłam pójść spać tym razem w domu swojego chłopaka, którego tak mocno kocham mimo różnicy wieku.. Ach.. co za miłość. W domu Kamil grał na swojej gitarze znaną nam piosenkę - "Nie zmieniajmy nic", widocznie dalej rozpamiętywał rozstanie ze mną.. no cóż. Nie było tu nikogo innego oprócz niego i nas, w ogóle jakaś taka pustka w tym mieszkaniu.. Usiadłam z nim na kanapie w dużym pokoju, jak zwykle przytulona.. on jest taki ciepły. Nagle wszedł do pokoju braciszek, z tą swoją miną i oczywiście pierwsze słowa jakie padły z jego ust nie były zbyt miłe.
- Cze. - Przywitał się całkiem normalnie z bratem, jednak jego wzrok spoczywający w moich oczach był nie do zniesienia.. brr..
- Czego chcesz plebsie?! - Lekko podirytowana tym spojrzeniem odwróciłam wzrok nieco w bok.
- Tak?! Przekonajmy się! - Na szczęście jednak Seba był gotowy na taki obrót akcji, momentalnie przytulił mnie do siebie cichutko mówiąc do mojego ucha - "Ciiii.... Spokojnie.." - Działało jak marzenie.. za każdym razem.
- To coś chciałeś? - Zwrócił się do brata normalnie, jak gdyby nigdy nic.. ten jego spokój, a przecież jest cholerykiem! Och ja już czasem po prostu nie rozumiem tego..
- Właściwie.. to już nic, ten babsztyl popsuł mi humor.. - Odparł zrezygnowany, widać było jak w jego oczach maluje się zniesmaczenie, coś na kształt wściekłości, a za razem bezczelności... Ciągle nie mogę rozszyfrować tego, co widzę w jego oczach, to jest jak zagadka, której nie mogę objąć.. Może kiedyś.. dopiero po chwili dotarło do mnie co on powiedział, nie ukryję.. rozzłościło mnie to całkiem mocno.. W mojej głowie narodził się pewien plan, jednak wolałam go wcielić w życie dopiero jutro, och.. to będzie piękna zemsta za dzisiejszy wieczór..
- To spadaj! - Emocje wciąż narastały, nie mogłam znieść już jego widoku.. aż mnie mdliło! Ble! Że ja kiedyś go kochałam.. pfff!
- Anciu.. - Głos Seby działał kojąco, praktycznie od razu mnie uspokoił.. nie wiedziałam jak, czemu ani w jaki sposób on to robił.. jednak wolę nie wnikać.
Reszta wieczoru minęła całkiem spokojnie, ten idiota nie wchodził mi w drogę i mogłam się skupić na swoim chłopaku, oraz na tym co tak naprawdę mi w sercu gra. Poszliśmy spać tak około godziny 1 w nocy, ale któż by tam patrzał na zegarek? Heh..
- A czy ja coś do ciebie mówiłem paszczurze? - Spojrzał złowrogim spojrzeniem siadając na fotelu niedaleko nas.. Ach jak ja bym go chętnie rozerwała na strzępy...
- Ej! Nie kłóćcie się, bo zaraz dojdzie tu do rękoczynów. - Mruknął wyraźnie zaniepokojony Seba, mój kochaniutki i jak zwykle bardzo troskliwy.
- Ja nic nie zrobiłem, ona sama zaczęła. - Wymamrotał, widocznie nie podobał mu się ton jego brata, ale cóż mógł zrobić by to zmienić? Nic.. no właśnie.
- Wydrapie ci oczy gnojku! - Krzyknęła dosyć mocno rozzłoszczona, to było jak zaproszenie.. do bójki, a on najwidoczniej ją przyjął, bo nie minęło zbyt dużo czasu by powiedział:- Tak?! Przekonajmy się! - Na szczęście jednak Seba był gotowy na taki obrót akcji, momentalnie przytulił mnie do siebie cichutko mówiąc do mojego ucha - "Ciiii.... Spokojnie.." - Działało jak marzenie.. za każdym razem.
- To coś chciałeś? - Zwrócił się do brata normalnie, jak gdyby nigdy nic.. ten jego spokój, a przecież jest cholerykiem! Och ja już czasem po prostu nie rozumiem tego..
- Właściwie.. to już nic, ten babsztyl popsuł mi humor.. - Odparł zrezygnowany, widać było jak w jego oczach maluje się zniesmaczenie, coś na kształt wściekłości, a za razem bezczelności... Ciągle nie mogę rozszyfrować tego, co widzę w jego oczach, to jest jak zagadka, której nie mogę objąć.. Może kiedyś.. dopiero po chwili dotarło do mnie co on powiedział, nie ukryję.. rozzłościło mnie to całkiem mocno.. W mojej głowie narodził się pewien plan, jednak wolałam go wcielić w życie dopiero jutro, och.. to będzie piękna zemsta za dzisiejszy wieczór..
- To spadaj! - Emocje wciąż narastały, nie mogłam znieść już jego widoku.. aż mnie mdliło! Ble! Że ja kiedyś go kochałam.. pfff!
- Anciu.. - Głos Seby działał kojąco, praktycznie od razu mnie uspokoił.. nie wiedziałam jak, czemu ani w jaki sposób on to robił.. jednak wolę nie wnikać.
Reszta wieczoru minęła całkiem spokojnie, ten idiota nie wchodził mi w drogę i mogłam się skupić na swoim chłopaku, oraz na tym co tak naprawdę mi w sercu gra. Poszliśmy spać tak około godziny 1 w nocy, ale któż by tam patrzał na zegarek? Heh..
22 lipca
Obudziłam się rano, oczywiście obok mnie leżał mój ukochany.. Patrzyłam jak słodko śpi eh.. widać że jest padnięty.. Tak fajnie widzieć jak ktoś kogo kocham ochrania mnie i czuję , że mogę się odprężyć bo wiem, że mi nic nie grozi. Obudził się po jakiś 10 minutach, a jak tylko otworzył oczy od razu się uśmiechnął na mój widok.
- Cześć słonko jak się spało? - Zapytał ze zmęczeniem w głosie.
- A dobrze, ale widzę, że byś jeszcze pospał.- Powiedziałam uśmiechając się ciepło w jego stronę, w jego oczach napotkałam troskę i jakąś siłę, która sprawiała, że robiło mi się na jej myśl jakoś tak lepiej, inaczej.
- Tak, masz rację... - Odpowiedział ziewając przeciągle, nie musiałam zbyt długo czekać by on usnął jak małe dziecko przytulone do mamy. Heheh cudowne porównanie..
- A dobrze, ale widzę, że byś jeszcze pospał.- Powiedziałam uśmiechając się ciepło w jego stronę, w jego oczach napotkałam troskę i jakąś siłę, która sprawiała, że robiło mi się na jej myśl jakoś tak lepiej, inaczej.
- Tak, masz rację... - Odpowiedział ziewając przeciągle, nie musiałam zbyt długo czekać by on usnął jak małe dziecko przytulone do mamy. Heheh cudowne porównanie..
***
Pora obiadu nadeszła bardzo szybko, wszystko było już uszykowane, ale nic tan naprawdę nie przepowiadało tego co miało się stać już niedługo. To jak jakieś pasmo nieszczęść, fatum, a może po prostu zbieg okoliczności? Hmm.. może ktoś to wcześniej starannie zaplanował, a my jesteśmy tylko pionkami w grze?
- Chłopaki! - Zawołałam ich równocześnie rozkładając ostatnią parę widelców, oczywiście pierwszy przylazł ten dekiel, zmierzył mnie chłodnym spojrzeniem jak gdyby chciał mi coś zrobić..
- To moje miejsce idioto.. - Mruknęłam w tym samym momencie, w którym on zajął mi moje ukochane miejsce.. O dziwo udało mi się pohamować chęć przyłożenia mu prosto w papę.
- Ale ja zawsze tu siedzę. - Napięcie między nami widocznie rosło, stawało się jakby niewidoczną barierą, której za nic w świecie nie umiem się przebić. Wnet do kuchni wszedł Seba, zahaczył gipsem o drzwi prawie się przy tym wywalając.
- Kuuuur.... - Na szczęście tylko to wystękał.. Momentalnie podeszłam do niego, po krótkich oględzinach doszłam do wniosku, że wszystko z gipsem oraz jego ręką jest okej. Złamał on tą rękę, gdy 2 lub 3 lipca uratował kotka uwięzionego na drzewie, jednak spadł z niego i lewa ręka pękła w 2 miejscach. Biedactwo moje, takie pomocne..
- Usiądźmy.. - Kamil zaproponował siadając na swoim miejscu. Z początku było spokojnie, nasza rozmowa była normalna, a mówiąc "normalna" mam namyśli rozmowę bez wyzwisk i innych takich rzeczach jakie to w naszych rozmowach się pojawiają.. np. Plebs, Paszczur... itd. Nagle nasza rozmowa przybrała nieco inny obrót, a mianowicie K. zapytał się S.:
- To idziemy dzisiaj do tej nowej siłowni? - Widocznie nie wiedział, że dzisiaj mój chłopak ma coś innego w planach i tam nie ma miejsca na tą jego zasraną siłownię.
- Jaaasne, czemu by nie? - Odpowiedział pytaniem na pytanie uśmiechając się lekko jak to zwykle przy kontaktach z innymi, nagle napotkał mój wzrok, zapewne wyczytał z niego... to co miałam na myśli.. Ileż można ćwiczyć?! Co to jest jakieś wojsko, że trzeba być obowiązkowo 4 razy w tygodniu na siłowni???.. Ehh..
- Seeebaaa... - Mój przeciągnięty głos zawsze działał wyśmienicie i też tym razem mnie nie zawiódł, Seba widocznie zrozumiał o co mi biegało, bo na jego twarzy zaczęło się malować lekkie zdenerwowanie zmieszane z niepewnością.
- Ahh, no tak.. zapomniałem. - Powiedział w końcu patrząc na Kamila jakby szukał u niego pomocy, ciekawie to wyglądało, gdy zazwyczaj spokojny i opanowany chłopak był zdenerwowany oraz wyraźnie roztrzepany i nieogarnięty.
- Ale obiecałeś mi! - Burknął niezadowolony z faktu, że po raz kolejny jego własny brat nie ma dla niego czasu.. - Ona... - Wskazał łapą na mnie. - .. nie jest twoim życiem. Chociaż raz zrobiłbyś coś innego, niż zajmowanie się tą idiotką! Znajdź trochę czasu dla brata! - Warknął, widocznie naprawdę bardzo zależało mu na tym wyjściu, jednak ten dzień jest już zaplanowany, a pewnie tak czy siak gdyby miał wybierać to wybierze mnie. Seba chciał coś powiedzieć, ale go ubiegłam:
- I co z tego, że nie ma dla ciebie czasu?! - Uniosłam się nieco. - I nie masz prawa mówić mu na co ma poświęcać swój czas! To po pierwsze, a po drugie.. - Słowa te popłynęły same z moich ust, nie miałam nad tym już żadnej kontroli. - ... mam dosyć tego, że wtrącasz się w nieswoje sprawy. - Powiedziawszy to wstałam od stołu, ale zanim wyszłam z kuchni odwróciłam się w jego stronę,
- A i jeszcze jedno - jesteś dupkiem. - Dodałam ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, odwróciłam się na pięcie, ale zanim zdążyłam się na tyle oddalić by nie słyszeć tego co mówią, usłyszałam:
- Onaaa jest chora umysłowo, Seba zerwij z nią. - Był to oczywiście głos Kamila, bo któż by inny namawiał go do zerwania ze mną? Był taki pewien tego co mówił, a bynajmniej to można było wywnioskować z tonu jego głosu.
- Chyba cię poryło.. - Rzekł jak zwykle spokojny Sebastian, jakby te słowa w ogóle go nie drażniły.. "Oj jeszcze tego pożałujesz..." - Pomyślałam uśmiechając się do siebie w duchu, oj ja już dam mu popalić.. nie ma co, będzie zabawa jakich mało :).
***
Byłam w pokoju słyszałam jak Seba z Kamilem się kłócą , niepokoiło mnie to, ale wiedziałam że żadnemu z nich się nic nie stanie, ponieważ bardzo rzadko dochodziło u nich do jakichś bitew, a nawet jeśli to i tak starszy wygra. Kłótnia ta trwała no może 10 minut, pierwszy z pokoju wyszedł zbulwersowany Kamil, a za nim jego brat widocznie rozzłoszczony.
- O co poszło? - Powiedziałam podchodząc do niego. Moja ręka spoczęła na jego ramieniu, a wzrok na jego twarzy.. Jako iż on jest cholerykiem to łatwo się złości i czasem ciężko go opanować...
- Znowu to samo.. eh. - Mruknął spoglądając na mnie. - Czy on nie może sobie darować? - Dodał ironicznie.
- Ja tam nie wiem, ale mam pewien ciekawy pomysł. - Na mojej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek, oj to będzie ciekawe o ile on mi pomoże, a po tej kłótni to jest raczej pewne.
- No to słucham. - Uśmiechnął się ciepło jakby wiedział co ja mam na myśli.
- Chcę się odegrać na Kamilu za to wszystko, Paweł go przywiąże do krzesła, a nam pozostaje reszta. - Opowiedziałam mu w skrócie uważając by nie mówić zbyt głośno... Na to Seba jedynie skinął głową, a ja pobiegłam od razu do swojego brata, opowiedziałam mu wszystko, a on oczywiście się zgodził.. bo cóż.. jak można odmówić słodkiej siostrzyczce?
Około godziny 19:10 rozległ się odgłos pukania do drzwi.
- Otworzę! - Zawołał Kamil, taak on zawsze otwiera i teraz będzie go czekało bardzo ciekawe powitanie. Otworzył drzwi, za którymi stał Paweł z lekkim uśmiechem.
- Hej Paweł, coś chciałeś? - Zawsze tylko "co chcesz? Coś chciałeś?" jezuu.. Z impetem wlazł w swojego kolegę, w mgnieniu oka związał go i uniósł.
- Gdzie go dać? - Zwrócił się do nas stojących u progu pokoju Seby.
- Do kuchni, przywiąż do krzesła, ale tak by nie zwiał. - Powiedziałam podchodząc bliżej.
- CO JEST KURWA?! - W końcu wydarł się Kamil, chyba udzielił mu się zapłon Pawła... n o cóż.
- Pobawimy się. - Odpowiedziałam mu z jakże ironicznym uśmiechem. Mój wysoki brat zaniósł go do kuchni, gdzie czekało już krzesło i przywiązał go ze starannością harcerza jakim był kilka lat. Później doszedł do nas Seba trzymając w rękach zestaw do strzyżenia zwanego przeze mnie "strzyżeniem ekstremalnym". Jego pies - Killer - oczywiście musiał ciągle latać pod nogami i drzeć mordę niezadowolony z tego wszystkiego.. naprawdę nie lubię tego psa. Wymieniliśmy pożegnalne spojrzenia z Pawłem, a potem przystąpiliśmy do naszego dzieła.. Gdy ja nożyczkami obcinałam jego dosyć długie włoski to Seba podłączał maszynerię i już po chwili był już przy mnie i rozpoczął strzyżenie. Po około 5-6 minutach był już caaały łysy, ale dalej coś mi nie pasowało.. no oczywiście darł się ciągle, wyzywał i się szamotał...
- MORDA! - Ryknęłam na niego mając dosyć już tych wyzwisk. Nasz plan zakładał na tym koniec, ale ja wyciągnęłam specjalny wosk do depilacji i pokazałam Sebie z uśmiechem.
- KUURWAAAAAAAA! - Ten krzyk towarzyszył zgodzie.. Ostrożnie przyłożyliśmy do jego głowy jeden pasek, a potem uważając by nic mu nie zrobić wyrwaliśmy mu pierwszą partię włosów.. i tak przez kolejne 10 minut.
- Zamknij mordę, bo coś zrobię twojemu psu! - Zagroziłam, ale on nie słuchał... więc jak powiedziałam tak zrobiłam. Na jego oczach wycięłam na głowie psa wielkie "W" jak na wiocha.pl . Praktycznie od razu zatkał pysk, wiedział już że nie żartuję.. więc wolał nie ryzykować. Zamknął się, Seba poszedł do salonu bo już było właściwie po wszystkim, ale mnie naszło.. nie wiem właściwie co.. Ale wzięłam nóż, przyłożyłam do jego lewej ręki i przecięłam powoli od prawie łokcia do nadgarstka.. Poleciała krew, dużo krwi, ale z moją precyzją nabytą nie przecięłam żaadnych ważniejszych żył. Krew nalałam do wielkiego dzbanka, zrobiłam z tego kompot.. oj ciekawe kto to wypije. Poszłam do łazienki po wodę utlenioną, ale takowej nie było.. więc wzięłam spirytus kamforowy i wróciłam do niego.
- Zaboli... tylko troszeczkę. - Rzuciłam, taaa... gorzej być nie może prawda? ano może może. On jedynie przegryzał wargi, wykręcał się i cicho sapał... ale nic po za tym. Polałam ranę spirytusem, dokładnie ją wyczyściłam, a potem zaszyłam, bo się trochę zaczęła rozłazić... niestety nie miałam szwów, więc użyłam kilku nitek związanych w jedną grubszą. Minęło dobre 15 minut nieustannej męczarni z szyciem, ale udało się.. udałam się do salonu, usiadłam obok mojego misia i całkowicie olałam uwiązanego Kamila.. Cóż, będzie musiał tam siedzieć caaałą noooc. Do północy oglądaliśmy razem filmy jedząc popcorn, śmiejąc się i nie zastanawiając stanem uwiązanego... Gdy szliśmy spać Seba się ulitował i dał mu coś do picia.. noo dobra nie bądźmy z kamienia nie? I oto koniec tego dnia..
- Ahh, no tak.. zapomniałem. - Powiedział w końcu patrząc na Kamila jakby szukał u niego pomocy, ciekawie to wyglądało, gdy zazwyczaj spokojny i opanowany chłopak był zdenerwowany oraz wyraźnie roztrzepany i nieogarnięty.
- Ale obiecałeś mi! - Burknął niezadowolony z faktu, że po raz kolejny jego własny brat nie ma dla niego czasu.. - Ona... - Wskazał łapą na mnie. - .. nie jest twoim życiem. Chociaż raz zrobiłbyś coś innego, niż zajmowanie się tą idiotką! Znajdź trochę czasu dla brata! - Warknął, widocznie naprawdę bardzo zależało mu na tym wyjściu, jednak ten dzień jest już zaplanowany, a pewnie tak czy siak gdyby miał wybierać to wybierze mnie. Seba chciał coś powiedzieć, ale go ubiegłam:
- I co z tego, że nie ma dla ciebie czasu?! - Uniosłam się nieco. - I nie masz prawa mówić mu na co ma poświęcać swój czas! To po pierwsze, a po drugie.. - Słowa te popłynęły same z moich ust, nie miałam nad tym już żadnej kontroli. - ... mam dosyć tego, że wtrącasz się w nieswoje sprawy. - Powiedziawszy to wstałam od stołu, ale zanim wyszłam z kuchni odwróciłam się w jego stronę,
- A i jeszcze jedno - jesteś dupkiem. - Dodałam ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, odwróciłam się na pięcie, ale zanim zdążyłam się na tyle oddalić by nie słyszeć tego co mówią, usłyszałam:
- Onaaa jest chora umysłowo, Seba zerwij z nią. - Był to oczywiście głos Kamila, bo któż by inny namawiał go do zerwania ze mną? Był taki pewien tego co mówił, a bynajmniej to można było wywnioskować z tonu jego głosu.
- Chyba cię poryło.. - Rzekł jak zwykle spokojny Sebastian, jakby te słowa w ogóle go nie drażniły.. "Oj jeszcze tego pożałujesz..." - Pomyślałam uśmiechając się do siebie w duchu, oj ja już dam mu popalić.. nie ma co, będzie zabawa jakich mało :).
***
Byłam w pokoju słyszałam jak Seba z Kamilem się kłócą , niepokoiło mnie to, ale wiedziałam że żadnemu z nich się nic nie stanie, ponieważ bardzo rzadko dochodziło u nich do jakichś bitew, a nawet jeśli to i tak starszy wygra. Kłótnia ta trwała no może 10 minut, pierwszy z pokoju wyszedł zbulwersowany Kamil, a za nim jego brat widocznie rozzłoszczony.
- O co poszło? - Powiedziałam podchodząc do niego. Moja ręka spoczęła na jego ramieniu, a wzrok na jego twarzy.. Jako iż on jest cholerykiem to łatwo się złości i czasem ciężko go opanować...
- Znowu to samo.. eh. - Mruknął spoglądając na mnie. - Czy on nie może sobie darować? - Dodał ironicznie.
- Ja tam nie wiem, ale mam pewien ciekawy pomysł. - Na mojej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek, oj to będzie ciekawe o ile on mi pomoże, a po tej kłótni to jest raczej pewne.
- No to słucham. - Uśmiechnął się ciepło jakby wiedział co ja mam na myśli.
- Chcę się odegrać na Kamilu za to wszystko, Paweł go przywiąże do krzesła, a nam pozostaje reszta. - Opowiedziałam mu w skrócie uważając by nie mówić zbyt głośno... Na to Seba jedynie skinął głową, a ja pobiegłam od razu do swojego brata, opowiedziałam mu wszystko, a on oczywiście się zgodził.. bo cóż.. jak można odmówić słodkiej siostrzyczce?
Około godziny 19:10 rozległ się odgłos pukania do drzwi.
- Otworzę! - Zawołał Kamil, taak on zawsze otwiera i teraz będzie go czekało bardzo ciekawe powitanie. Otworzył drzwi, za którymi stał Paweł z lekkim uśmiechem.
- Hej Paweł, coś chciałeś? - Zawsze tylko "co chcesz? Coś chciałeś?" jezuu.. Z impetem wlazł w swojego kolegę, w mgnieniu oka związał go i uniósł.
- Gdzie go dać? - Zwrócił się do nas stojących u progu pokoju Seby.
- Do kuchni, przywiąż do krzesła, ale tak by nie zwiał. - Powiedziałam podchodząc bliżej.
- CO JEST KURWA?! - W końcu wydarł się Kamil, chyba udzielił mu się zapłon Pawła... n o cóż.
- Pobawimy się. - Odpowiedziałam mu z jakże ironicznym uśmiechem. Mój wysoki brat zaniósł go do kuchni, gdzie czekało już krzesło i przywiązał go ze starannością harcerza jakim był kilka lat. Później doszedł do nas Seba trzymając w rękach zestaw do strzyżenia zwanego przeze mnie "strzyżeniem ekstremalnym". Jego pies - Killer - oczywiście musiał ciągle latać pod nogami i drzeć mordę niezadowolony z tego wszystkiego.. naprawdę nie lubię tego psa. Wymieniliśmy pożegnalne spojrzenia z Pawłem, a potem przystąpiliśmy do naszego dzieła.. Gdy ja nożyczkami obcinałam jego dosyć długie włoski to Seba podłączał maszynerię i już po chwili był już przy mnie i rozpoczął strzyżenie. Po około 5-6 minutach był już caaały łysy, ale dalej coś mi nie pasowało.. no oczywiście darł się ciągle, wyzywał i się szamotał...
- MORDA! - Ryknęłam na niego mając dosyć już tych wyzwisk. Nasz plan zakładał na tym koniec, ale ja wyciągnęłam specjalny wosk do depilacji i pokazałam Sebie z uśmiechem.
- KUURWAAAAAAAA! - Ten krzyk towarzyszył zgodzie.. Ostrożnie przyłożyliśmy do jego głowy jeden pasek, a potem uważając by nic mu nie zrobić wyrwaliśmy mu pierwszą partię włosów.. i tak przez kolejne 10 minut.
- Zamknij mordę, bo coś zrobię twojemu psu! - Zagroziłam, ale on nie słuchał... więc jak powiedziałam tak zrobiłam. Na jego oczach wycięłam na głowie psa wielkie "W" jak na wiocha.pl . Praktycznie od razu zatkał pysk, wiedział już że nie żartuję.. więc wolał nie ryzykować. Zamknął się, Seba poszedł do salonu bo już było właściwie po wszystkim, ale mnie naszło.. nie wiem właściwie co.. Ale wzięłam nóż, przyłożyłam do jego lewej ręki i przecięłam powoli od prawie łokcia do nadgarstka.. Poleciała krew, dużo krwi, ale z moją precyzją nabytą nie przecięłam żaadnych ważniejszych żył. Krew nalałam do wielkiego dzbanka, zrobiłam z tego kompot.. oj ciekawe kto to wypije. Poszłam do łazienki po wodę utlenioną, ale takowej nie było.. więc wzięłam spirytus kamforowy i wróciłam do niego.
- Zaboli... tylko troszeczkę. - Rzuciłam, taaa... gorzej być nie może prawda? ano może może. On jedynie przegryzał wargi, wykręcał się i cicho sapał... ale nic po za tym. Polałam ranę spirytusem, dokładnie ją wyczyściłam, a potem zaszyłam, bo się trochę zaczęła rozłazić... niestety nie miałam szwów, więc użyłam kilku nitek związanych w jedną grubszą. Minęło dobre 15 minut nieustannej męczarni z szyciem, ale udało się.. udałam się do salonu, usiadłam obok mojego misia i całkowicie olałam uwiązanego Kamila.. Cóż, będzie musiał tam siedzieć caaałą noooc. Do północy oglądaliśmy razem filmy jedząc popcorn, śmiejąc się i nie zastanawiając stanem uwiązanego... Gdy szliśmy spać Seba się ulitował i dał mu coś do picia.. noo dobra nie bądźmy z kamienia nie? I oto koniec tego dnia..
Fajny wpis, najlepszy moment z krzesłem :P
OdpowiedzUsuńAduu :)