środa, 10 października 2012

Rozdział II - "Sen"

Noc 22-23 lipca.

To było jak prawdziwe... sen w którym byłam na platformie, a na dole dookoła lawa. Po jednej stronie zwisał Kamil, a po drugiej Seba. Miałam zdecydować którego uratować.Wpierw rzuciłam się do Seby, a dopiero potem chciałam do Kamila...lecz nie zdążyłam zaczął spadać, jednak zanim spadł to się obudziłam z krzykiem.
- Anciu co jest? - Zapytał zatroskanym głosem którego najwidoczniej obudziłam.
- Niee, nic idź spać - Mówiłam jakby nic się nie stało i błagałam żeby nie wyczytał z oczu co się stało.
- Nooo skoro nic ci nie jest to ok -  I poszedł spać. Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam na godzinę 2:30. Poszłam dalej spać koło Sebastiana. Nastała ciemność, słychać czyiś szept, znajomy, ale jednak obcy.. Ciepło wypowiada każde swe słowo... Czekaj! - Woła, jednak ja nie słucham... - Proszę, poczekaj.. - Zaciekawiona staję w tej ciemności, nic nie widzę... ale słucham. - Wsłuchaj się w te słowa, wyobraź sobie to o czym one mówią.. - I tym samym... wsłuchując się dokładnie w każde słowo, przeniosłam się znowu.. w znajome sobie miejsce.. Jestem w parku, wiem bo słyszę jak szumią drzewa i jak jakieś małe zwierzątka przeskakują z gałęzi na gałąź.. Robi się coraz zimniej, nastała błoga cisza... gdzieś w oddali pojawia się światło.. oddala się ode mnie, więc zaczynam się bać... Chcę znaleźć się za wszelką cenę przy tej osobie, która ma to światło.. nie ważne kto to, ale chcę poczuć się bezpieczniej.. Zaczynam biec, szybciej i szybciej, jednak ciągle za wolno, bo światło to ucieka... I znowu dopada mnie zmęczenie, zatrzymuję się na chwilkę tracąc z oczu światło.. i znikło.. wyparowało w mgnieniu oka, a ja zostałam całkiem sama..
Nagle nogi pode mną się ugięły, upadałam na zimną, mokrą ziemię.. już myślę - "Gorzej być nie może.." - no i zaczyna padać.. Leje jak z cebra, przeszły mnie ciary, potworne ciary... Poczułam nagle jak coś ciepłego spłynęło po mojej twarzy.. tak to były łzy.. Płakałam, choć nie wiedziałam jaki jest powód.. Schowałam twarz w swoje zimne ręce, zrezygnowana, a może nawet zażenowana tym co się dzieje.. Przestałam słuchać, znowu się zamknęłam.. nie chciałam być dalej na tym zimnie, jednak głos mówił dalej:  To ważne, słuchaj... wyobrażaj sobie, a zrozumiesz samą siebie.. - Mimowolnie zrobiłam tak jak chciał.. zagłębiłam się w słowa.. Znowu znalazłam się w tym samym miejscu, z twarzą schowaną w dłoniach.. cała mokra.. na deszczu.. Ile bym dała by był ktoś teraz tu przy mnie, by zaprowadził do domu.. wskazał właściwą drogę.. W pewnym momencie poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń.. nie wiedziałam kto to, bałam się sprawdzić.. ale w końcu spojrzałam.. Moim oczom ukazał się on - Kamil - trzymał w ręce latarkę, a drugą miał na moim ramieniu. Uśmiechał się do mnie, widziałam to bardzo dokładnie...
- Hej Aneta.. co ty tu robisz? - Odezwał się, jakby naprawdę to był on, ale to nie może być on.. Prawdziwy Kamil na pewno nie wyszedłby mnie szukać, a zwłaszcza nie zwracałby się do mnie "normalnie".
- K-Kamil? - Wyrwało mi się z gardła... Nie wiedziałam czemu znowu poczułam, jak mi się zbierają łzy.. nie chciałam by widział.. że płaczę.. co by sobie pomyślał?! Jednak one mnie nie słuchały.. poleciały jedna za drugą sprawiając, że wyglądałam jeszcze fatalniej niż chwilkę przedtem.. Przemoczona do ostatniej nitki płakałam przy nim.. on jednak zachował się inaczej niż mogłoby się zdawać..
- Tak, wracajmy już późno. - Jego słowa uspokoiły mnie oraz moje łzy.. ręką wytarł moją twarz, pomógł mi wstać i przy tym był ciągle uśmiechnięty.. W jednej chwili zrobiło się jasno, nie byłam już przemoczona.. właściwie to siedziałam w parku, sama.. wszyscy ludzie zajmowali się swoimi sprawami, sprawdziłam na komórce która godzina, jakbym czegoś oczekiwała.. Dziiwne przeczucie nie dawało mi spokoju, wnet ujrzałam Kamila idącego w moim kierunku, uśmiechniętego.. co najmniej dziwne..  Ponownie sprawdziłam godzinę, ale tym razem zwróciłam uwagę na datę i mnie po prostu zamurowało..
- 24 marca... - Powiedziałam sama do siebie, cicho pod nosem.. przypomniało mi się, że przecież mój brat cztery dni wcześniej miał poważny wypadek... potrąciło go auto i teraz leżał w szpitalu. Nagle olśniło mnie, jednak nie mogłam dojść do tego o co w tym chodziło, bo on usiadł obok mnie.
- Anetko... - Zaczął mówić, w jego piwnych oczach ujrzałam malującą się troskę i ... miłość.. ciekawe..
- Dobrze wiem co teraz czujesz, ale musisz być silna.. dla brata. - W tym samym momencie jego ciepła ręka spoczęła na mojej, a druga dotknęła moją nadzwyczaj zimną twarz.. Mimowolnie się uśmiechnęłam, to ciepło które gromadziło się teraz we mnie było niezwykłe, nie do opisania. Domyślałam się, wiedziałam co zaraz nastanie, ale mimo to byłam.. jakby szczęśliwa?
- Wiesz.. Kamil.. naprawdę się bardzo cieszę, że jesteś teraz.. zawsze przy mnie. - Powiedziałam, chociaż nie do końca to chciałam... Nagle, z zaskoczenia pocałował mnie.. czyli dobrze wiedziałam co to za data.. "Nasz pierwszy pocałunek" - Przemknęło mi przez myśl.
- Wiem.. - Rzekł promiennie uśmiechnięty.. - .. Kocham Cię.... czy chciałabyś być moją dziewczyną? - Spojrzałam mu w oczy, dokładnie tak jak je zapamiętałam.. coś niezwykłego.. W odpowiedzi tylko skinęłam głową.
- Na zawsze razem.. - Słowa te jednocześnie padły nam z ust.. wiedziałam, że to jest miłość.. Nagle znalazłam się znowu w ciemności, sama jak palec, a w głowie dudniły mi słowa.. "Kocham Cię..". Obudziłam się roztrzęsiona, na szczęście nie obudziłam śpiącego obok mnie Sebusia.. Spojrzałam na zegarek - 4.30.. Eh.. jeszcze trochę pośpię, może nie będę miała żadnych koszmarów.. Starałam się zasnąć, gdy przypomniałam sobie to dudniące słowa... Wtedy zrozumiałam jak bardzo go skrzywdziłam zostawiając go. Poczułam się podle i wiedziałam że jakoś muszę to naprawić nie wiem jak ale muszę. W mgnieniu oka zasnęłam.. cóż to będzie za dzień :).

1 komentarz: